Londyńskie autobusy będą jeździć na ropie sprzedawanej przez Wenezuelę po preferencyjnych cenach - to efekt przyjaźni burmistrza brytyjskiej stolicy Kena Livingstone'a z Hugo Chávezem, uczniem Fidela Castro - pisze DZIENNIK.
Wenezuelski populista Hugo Chávez zdobył cenny propagandowo przyczółek w Europie. Burmistrz Londynu Ken Livingstone podpisał wczoraj umowę, na mocy której
Wenezuela będzie dostarczać brytyjskiej stolicy paliwo do autobusów po preferencyjnych cenach. Przyjacielowi Cháveza nie przeszkadzało, że jego miasto jest najbogatsze w całej Unii i
wcale nie potrzebuje dotowanego paliwa od "rewolucyjnej" Wenezueli.
"Korzyści z tego porozumienia będzie miało nawet ćwierć miliona londyńczyków o najniższych dochodach. Będą oni uprawnieni do przejazdów autobusami za pół ceny, co oznacza dla każdego z nich oszczędność przynajmniej 280 funtów rocznie" - obwieścił Livingstone, zwany przez media - z racji radykalnie socjalistycznych poglądów - Czerwonym Kenem. Nie zapomniał przy tym podkreślić zasług wenezuelskiego prezydenta w walce z biedą w swoim kraju i na świecie. "W jego kraju z zasobów ropy naftowej korzysta nie tylko bogata elita, ale większość społeczeństwa" - zaznaczał z naciskiem.
Porozumienie, które w imieniu Wenezueli podpisali w londyńskim ratuszu jej minister spraw zagranicznych Nicolas Maduro i szef naftowej firmy Petroleos de Venezuela Europa Alejandro Grandero, jest efektem zeszłorocznej głośnej wizyty Cháveza w Londynie. Obściskiwał się z "Czerwonym Kenem", jednocześnie na każdym kroku obrażając premiera Tony'ego Blaira.
Teraz - zgodnie z umową - Londyn będzie kupował ropę z 20-procentowym rabatem, na czym brytyjska stolica zaoszczędzi 32 mln dol. rocznie, a w zamian wyśle do Caracas swoich ekspertów, którzy będą dzielić się doświadczeniami w zakresie zarządzania miastem. Zrobienie takiego prezentu Chávezowi przychodzi tym łatwiej, że w ramach ogłoszonej niedawno "socjalistycznej rewolucji" zapowiedział nacjonalizację działających w kraju zagranicznych firm naftowych.
"Korzyści z tego porozumienia będzie miało nawet ćwierć miliona londyńczyków o najniższych dochodach. Będą oni uprawnieni do przejazdów autobusami za pół ceny, co oznacza dla każdego z nich oszczędność przynajmniej 280 funtów rocznie" - obwieścił Livingstone, zwany przez media - z racji radykalnie socjalistycznych poglądów - Czerwonym Kenem. Nie zapomniał przy tym podkreślić zasług wenezuelskiego prezydenta w walce z biedą w swoim kraju i na świecie. "W jego kraju z zasobów ropy naftowej korzysta nie tylko bogata elita, ale większość społeczeństwa" - zaznaczał z naciskiem.
Porozumienie, które w imieniu Wenezueli podpisali w londyńskim ratuszu jej minister spraw zagranicznych Nicolas Maduro i szef naftowej firmy Petroleos de Venezuela Europa Alejandro Grandero, jest efektem zeszłorocznej głośnej wizyty Cháveza w Londynie. Obściskiwał się z "Czerwonym Kenem", jednocześnie na każdym kroku obrażając premiera Tony'ego Blaira.
Teraz - zgodnie z umową - Londyn będzie kupował ropę z 20-procentowym rabatem, na czym brytyjska stolica zaoszczędzi 32 mln dol. rocznie, a w zamian wyśle do Caracas swoich ekspertów, którzy będą dzielić się doświadczeniami w zakresie zarządzania miastem. Zrobienie takiego prezentu Chávezowi przychodzi tym łatwiej, że w ramach ogłoszonej niedawno "socjalistycznej rewolucji" zapowiedział nacjonalizację działających w kraju zagranicznych firm naftowych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|