Amerykanie podróżowali po Karaibach statkiem Carnival Legend. W Kostaryce zeszli na ląd pooglądać zabytki. W pewnym momencie drogę zagrodzili im uzbrojeni bandyci. Domagali się pieniędzy i kosztowności. Jeden miał rewolwer, a reszta pałki i maczety. Komandos nawet się nie zastanawiał. Od razu rzucił się na bandziora z rewolwerem.

Złamał mu kark. I to tak, że obrócił przestępcy głowę o 90 stopni. Reszta napastników rzuciła broń i od razu uciekła. Turyści zabrali ciało niedoszłego rabusia do autokaru. I odwieźli na posterunek.

Policja przesłuchała uczestników wycieczki. I po wyjaśnieniach zwolniła wszystkich. Uznano, że były wojskowy działał w samoobronie.