Okręt przepływał właśnie w pobliżu brzegu, na wysokości amerykańskiego miasta Fort Lauderdale. Dystans do suchego lądu nie był zatem zbyt wielki. Jednak w nocy rozbitek nie widział, dokąd płynie i po prostu zabłądził na falach.

Dopiero kilka minut przed 9 rano natknęła się na niego straż wybrzeża. "My wyjęliśmy go z wody, a helikopter zabrał go do szpitala" - opowiada pani oficer Jennifer Johnson.

Poza potężnym kacem i wyziębieniem organizmu mężczyźnie nic się nie stało. Wszystko dlatego, że okazał się znakomitym pływakiem.