Kiedyś generał Charles de Gaulle zapytał: "Jak można kierować krajem, który ma 246 gatunków sera?". Kandydatka na prezydenta Ségolène Royal ma chyba na to sposób. Zaczęła od zadbania o rodzinne strony i tamtejszych producentów sera. Dzięki jej pomocy wytwórcy koziego sera Chabichou otrzymali rządowy certyfikat jakości AOC, z którym produkty lokalne znacznie lepiej się sprzedają.
Podobnie jest z tortem Compostel, który - zgodnie z tradycją - sycił głodnych pątników, idących na pielgrzymkę do hiszpańskiej Santiago de Compostela. "Ona umie dbać o lokalne interesy" - zapewnia cukiernik, Christophe Vergnaud. Sondaże to potwierdzają. Tam, gdzie Royal wspiera lokalne produkty i firmy, jej popularność rośnie.
Ale jednocześnie kandydatka próbuje zjednać sobie interesy wielkomiejskiej, nowoczesnej lewicy. I jak twierdzą eksperci, może się na tym potknąć. Bo jej obraz w oczach przeciętnego wyborcy zaczyna być niejasny...
Ségolène Royal, kandydatka na prezydenta Francji, próbuje zjednać jak najwięcej wyborców. Jednak kampania, w której stara się schlebiać nowoczesnej lewicy Paryża, nie może współgrać z dbaniem o interesy lokalnych producentów żywności i mieszkańców wsi. To przynajmniej sugeruje autor materiału CNN.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama