"Zaspałem i na zajęcia dotarłem pięć po 9.00" - tłumaczy w CNN. Zajęcia miał w budynku sąsiadującym z miejscem strzelaniny. "Było jakieś poruszenie na zewnątrz. Zobaczyliśmy, jak przez kampus przebiegają uzbrojeni policjanci. Ktoś włączył w międzyczasie laptopa i odczytał e-mail od władz uczelni z ostrzeżeniem o strzelaninie i nakazem schowania się" - opowiada.

Razem z kolegami tkwił w miejscu do 12.00, aż policja pozwoliła im wyjść z budynku. "E-mail z uczelni dotarł do nas około 9:50. Wszyscy, którzy dodzwonili się na moją komórkę, mówili, że próbowali co najmniej trzy razy" - mówi. I dodaje, że nie wie, kto i dlaczego zabijał.

"Słyszałem jedynie, że znajomi dostają tony SMS-ów od ludzi, z którymi od wieków nie rozmawiali, a którzy chcą wiedzieć, czy z nimi wszystko ok" - tłumaczy. Taylor uważa, że to, co się stało, mocno wpłynęło na ludzi, a wpłynie jeszcze bardziej, gdy pojawią się nazwiska ofiar.