"Co my tu mamy, nieźle... to wsadzają do bomb, by nas zabijać" - mówi sierżant Brian Hood, podnosząc torebkę pełną śrub i metalowych bolców. Wokół rozrzucone komórki, elektroniczne zegarki i kable.

Choć na pozór te elementy wyglądają niegroźnie, służą one terrorystom do produkcji bomb. Dom, który przeszukali żołnierze, służył jako tymczasowy warsztat do produkcji przydrożnych bomb. Od nich ginie najwięcej żołnierzy.

"Widzą, jak jedziemy, dzwonią na numer tej komórki, a ona detonuje ładunek wybuchowy" - opowiada sierżant Hood. Kryjówkę żołnierze odkryli przypadkiem. Wóz pancerny uszkodził płot posesji, więc żołnierze zapukali z przeprosinami. W domu nikogo nie było, jedynie półprodukty do budowy bomb.