Philip Workman musiał umrzeć, bo zabił policjanta. Ale jego ostatnie życzenie poruszyło wielu ludzi. Tuż przed śmiercią nie myślał już o sobie. Sam wiele nocy spędził na ulicach Nashville. Pomyślał więc o bezdomnych. Chciał, by jednemu z nich dostarczono pizzę. Ale bezduszni więzienni urzędnicy odmówili. "Możemy zrobić coś dla ciebie, ale nie jesteśmy urzędem dobroczynnym. Takie jest prawo" - usłyszał.

Prośba skazańca wzruszyła zwykłych ludzi. Schroniska dla bezdomnych w Nashville zalało prawdziwe morze pizzy. Wszystkie zamówione w imieniu Workmana. Do jednego ze schronisk przyszło 150 pizz wartych 1200 dolarów. Zamówiła je Donna Splangler. Była bardzo poruszona prośbą skazańca. "Chciał zrobić coś dobrego przed śmiercią i nikt mu nie pomógł" - powiedziała telewizji CNN.

Do innych schronisk w mieście też przyszły pizze. Ich mieszkańcy najedli się do syta. A więzienie, odmawiając Workmanowi, zrobiło mu przysługę. Zamiast jednej pizzy bezdomni dostali ich setki. Niespełniona prośba poruszyła zwykłych ludzi, którzy pomogli nieznajomym.