Wokół nadmorskiego miasteczka Heiligendamm, gdzie w luksusowym hotelu trwa spotkanie najważniejszych przywódców świata, wytyczono kilka stref bezpieczeństwa. Przekroczenie pierwszej wiąże się z ryzykiem aresztowania, drugiej - z ostrzegawczym ostrzelaniem, zaś kolejnej - ze śmiercią.

Od strony lądu okolic pilnuje 16 tysięcy policjantów i żołnierzy. Sam hotel jest dziś najlepiej strzeżonym miejscem na świecie. I najbardziej kosztownym. Sam ponad dwumetrowy metalowy płot kosztował - bagatela - 12 milionów euro!

Po morzu krążą okręty, gotowe ostrzelać każdą łódkę, która bez pozwolenia zbliży się do wybrzeża. Radary podłączone do systemów przeciwrakietowych przeczesują przestrzeń nad miasteczkiem.

Nigdy jeszcze w historii Niemiec nie zastosowano takich środków bezpieczeństwa. Patrząc na te zasieki, można zadać sobie pytanie - czy wolni są ci po tej, czy po tamtej stronie płotu.





Wszystkie te zabezpieczenia ustawiono, aby w pobliże przywódców nie dostali się przeciwnicy globalizacji. Ich zdaniem przywódcy światowych potęg gospodarczych zapominają o problemach nękających świat, takich jak zmiany klimatyczne, bieda państw rozwijających się i niedożywienie, zwłaszcza w krajach afrykańskich.

Być może pod wpływem alterglobalistów Niemcy chcą, żeby ochrona klimatu stała się głównym tematem spotkania. Berlin popierany przez Unię Europejską dąży do przyjęcia przez uczestników szczytu konkretnych zobowiązań dotyczących redukcji gazów cieplarnianych. A początkowo kwestii tej w ogóle nie było w programie obrad.

Jednak wszystko wskazuje na to, że szczyt zostanie zdominowany przez narastający rosyjsko-amerykański spór dotyczący umieszczenia w Polsce i Czechach tarczy antyrakietowej. W ostatnich dniach zarówno Rosja, jaki i USA, mówiąc o tarczy, używały wielu mocnych słów.

Oficjalne rozpoczęcie szczytu zaplanowano na godz. 19. Ale już od rana toczą się nieoficjalne rozmowy.