"Gdy tylko zostanie wybrane nowe Zgromadzenie Narodowe, ogłoszę plan działania rządu" - zapowiadał wybrany na początku maja prawicowy prezydent. Wiadomo, że i on, i
premier Francois Fillon od razu zabierają się do pracy. O wakacjach mogą też zapomnieć nowi deputowani, którzy już tydzień po wyborach debatować będą na nadzwyczajnej sesji nad rządowymi
projektami ustaw. Debata będzie czysto pro forma, bo w 577-osobowym Zgromadzeniu prawica zdobędzie w niedzielę do 500 miejsc.
Wiadomo już, że Francuzów czeka terapia szokowa: walka z biurokracją, stopniowe odchodzenie od 35-godzinnego tygodnia pracy i cięcia w socjalnych wydatkach. Sarkozy chce wykorzystać
"falę powyborczego entuzjazmu" i w ciągu pierwszych trzech miesięcy po objęciu władzy w Pałacu Elizejskim przeprowadzić "rewolucję ekonomiczną". Na
pierwszy ogień pójdzie projekt ustawy o pracy, zatrudnieniu i sile nabywczej. Przewiduje on m.in., że godziny nadliczbowe nie będą opodatkowane. Każdy Francuz będzie mógł pracować więcej
niż ustawowe 35 godzin. I więcej zarabiać.
"Sarkozy formalnie nie zniesie 35-godzinnego tygodnia pracy, bo w kraju wybuchłaby prawdziwa rewolucja" - mówi DZIENNIKOWI Claude Fitoussi, specjalista od politycznego marketingu.
W praktyce jednak państwo przestaje od tej pory regulować długość tygodnia pracy - rzecz w przyzwyczajonej do socjału Francji niebywała.
Wyzwanie jest spore, bo same tylko reformy podatkowe z pakietu Sarkozy’ego mają kosztować 11 mld euro. Prezydent i premier liczą, że zbalansuje to zwiększony z 2 do 3 proc. wzrost
gospodarczy.
Nie licząc rewolucji gospodarczej, ekipa Sarkozy’ego zabierze się niezwłocznie do realizacji innych wyborczych obietnic. Minister ds. tożsamości narodowej i imigracji Brice Hortefeux,
który w ekipie Sarko ma opinię "jastrzębia", przygotował już projekt ustawy, zgodnie z którym imigranci, którzy chcą dołączyć do swych rodzin we Francji, będą musieli
zdać egzamin "ze znajomości języka i wartości" Republiki Francuskiej. Z kolei minister sprawiedliwości Rachida Dati ma już gotowy projekt zaostrzający kary dla recydywistów
i nieletnich. "Dzisiejsza ustawa jest wobec nich po prostu zbyt pobłażliwa" - mówi DZIENNIKOWI Eric Raoult, obecny prawicowy wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego.
Rewolucja ma jednak wielu wrogów. To nie tylko związki zawodowe i lewica, ale również pewna część partii Sarkozy’ego, która przez lata była ugrupowaniem etatystycznym i
przyzwyczajonym do silnego państwa. Frakcja parlamentarna Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) będzie tak duża, że jej rozmiary będą ją narażały na rozłamy i frakcyjne boje.
"Sarkozy może stać się ofiarą, a nawet więźniem swojej parlamentarnej większości, jeśli od samego początku nie będzie w stanie narzucić jej dyscypliny" - mówi
DZIENNIKOWI politolog Philippe Braud.
Zdaniem wielu Sarkozy ma jedno wyjście: musi działać szybko. Tak by Francuzi nawet nie obejrzeli się, aż obudzą się w odmienionym państwie.
Oto, co przewiduje pakiet Sarkozy'ego:
- Zwolnienie z podatku godzin nadliczbowych. Koszt dla budżetu: 2,5-5 mld euro.
- Możliwość odliczenia w ciągu pięciu lat od podatku dochodowego spłaty odsetek od kredytów mieszkaniowych. Koszt: 3,5-4 mld euro.
- Zniesienie podatku spadkowego.
- Tarcza podatkowa gwarantująca najwięcej zarabiającym, że suma podatków bezpośrednich nie przekroczy 50 proc. ich dochodów (obecnie 60 proc.).
- Zwolnienie z obciążeń podatkowych zarobków studentów do 25. roku życia.
- Poddanie kontroli wysokości odpraw dla szefów wielkich firm państwowych.