900 tys. tubek zatrutej chińskiej pasty do zębów, która zabiła kilkadziesiąt osób w Panamie, trafiło do amerykańskich szpitali i więzień. Inspektorzy agencji do spraw leków robią wszystko, by odnaleźć i zarekwirować tubki niebezpiecznej substancji.
Amerykanie są przerażeni. W wielu stanach do rządowych zakładów trafiła tania pasta z Chin. W międzyczasie okazało się, że w Panamie mycie nią zębów zabiło ok. 50 osób.
Inne państwa natychmiast zaczęły sprawdzać, czy do ich sklepów nie trafiła zabójcza substancja. Te kraje, które odnalazły śmiercionośne tubki, natychmiast wycofały je ze sklepowych półek. Również amerykańscy inspektorzy farmaceutyczni jeżdżą teraz po więzieniach i szpitalach, sprawdzając, co pensjonariusze i pacjenci dostają do mycia zębów.
A wszystko przez oszczędności. Chiński producent pasty zastąpił glicerynę dużo tańszym glikolem dietylenowym, który jest trucizną. Ale farmaceuci z Chin zapierają się, że glikol w małych ilościach wcale nie jest szkodliwy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|