Już 1 stycznia przyszłego roku rozpoczną swoją działalność cztery duże instytucje: Europejski Organu Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Organ Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych (EIOPA), Europejski Organ Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) oraz Europejska Rada Oceny Ryzyka Systemowego (ESRC). Roczny koszt ich działania to 20 mln euro.

– Biura wynajęliśmy w Tower42, najwyższym budynku londyńskiego City, ale także w jednym z najdroższych – chwali się w rozmowie z „DGP” Efstathia Bouli, rzeczniczka EBA. Parlament Europejski proponował, aby w ramach oszczędności EBA oraz jej siostrzane instytucje odpowiedzialne za kontrolę rynku giełd (ESMA) oraz towarzystw emerytalnych (EIOPA) miały swoją siedzibę we Frankfurcie, gdzie mogłyby korzystać z biur i sekretariatów Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Rada UE nie zgodziła się na takie rozwiązanie.

– Bruksela tworzy pozory oszczędności, grając słowami. Nowe organy nie są już nazywane instytucjami, tylko strukturami. Ale żadnych realnych cięć wydatków nie ma – mówi „DGP” David Allaby, redaktor naczelny brytyjskiego „Public Servant Magazine”.

Wydatki nowych instytucji są jednak tylko kroplą w morzu tego, ile kosztują już istniejące urzędy. – W przyszłym roku wydatki na unijną administrację pochłoną 8,3 mld euro, o 4,4 proc. więcej niż w tym roku – przyznaje w rozmowie z „DGP” Michael Mann, rzecznik Komisji Europejskiej. Koszty administracyjne samej Komisji Europejskiej w 2011 r. to 3,7 mld euro (w stosunku do 2010 r. więcej o prawie 3 proc.) – wyliczył portal EUObserver.com.

To jednak nie koniec. Urzędników unijnych jako jednych z nielicznych w Europie nie dotknie zamrożenie wysokości emerytur. Świadczenia dla eurokratów będą kosztować aż o 6,9 proc. więcej niż w 2010 r.