Według gazety w sierpniu i wrześniu 2009 roku przy pomocy służb wywiadowczych i satelitów szpiegowskich NATO obserwowało największe od 1989 roku rosyjskie manewry Ładoga-2009 i Zapad-2009, przeprowadzone w pobliżu granic Federacji Rosyjskiej i Białorusi z krajami NATO.

Reklama

23 listopada 2009 roku odbył się briefing z udziałem członków Rady NATO, na którym przedstawiono ocenę sytuacji. "Według niej rosyjska armia walczyła przede wszystkim sama ze sobą" - pisze "Die Welt".

"Ćwiczenia pokazały, że Rosja ma tylko ograniczone zdolności do przeprowadzania operacji z udziałem lotnictwa oraz jest zdana na stary i wadliwy sprzęt. Rosjanie nie mogą działać w każdych warunkach pogodowych. Brakuje strategicznych zdolności transportowych" - cytuje dziennik poufne dokumenty.

Według "Die Welt" bolączką rosyjskiego wojska są również słabe więzi koleżeńskie między żołnierzami i starzejący się korpus oficerski, który nie potrafi działać elastycznie.

"Rosja nie jest w stanie zareagować jednocześnie na dwa mniejsze konflikty, rozgrywające się w różnych miejscach i nie jest zdolna do dużych konwencjonalnych operacji" - pisze niemiecki dziennik na podstawie depesz ujawnionych przez demaskatorski portal.

Słabość rosyjskiej armii wywołała niepokój w kwaterze głównej sojuszu, bo "mierne konwencjonalne możliwości prowadzą do tego, że Rosja jest zdana na taktyczną broń nuklearną, nawet w konfliktach lokalnych i regionalnych".



Amerykański ambasador przy NATO Ivo Daalder informował Waszyngton, że rosyjskie manewry w sierpniu i wrześniu 2009 roku doprowadziły do podziałów wewnątrz sojuszu. "Litwini i Norwegowie byli zdania, że manewry powinny mieć wpływ na militarne planowanie NATO. Polska, Czechy, Rumunia i kraje bałtyckie przedstawiły nawet projekt dokumentu, w którym żądały bardziej intensywnego dialogu wewnątrz NATO" - pisze "Die Welt".

Amerykanie uważali, że odpowiedzią na manewry rosyjskie powinny być manewry sił NATO. Z kolei sekretarz generalny Sojuszu uznał rosyjskie ćwiczenia za działanie "prowokujące i nieodpowiednie", bo Rosjanie złamali zasady dotyczące dopuszczenia obserwatorów NATO.

"Wielu sojuszników skrytykowało NATO za brak odpowiedniej reakcji na rosyjskie manewry wojskowe, które - zdaniem niektórych członków Sojuszu - miały na celu zachwianie solidarnością wśród sojuszników" - pisał amerykański dyplomata w depeszy do Waszyngtonu.