Jak poinformowała SANA, rząd rozwiązał także specjalny sąd bezpieczeństwa, przed którym toczą się sprawy więźniów politycznych, oraz przyjął nowe prawo zezwalające na organizowanie pokojowych demonstracji. Zdaniem prawnika, cytowanego przez agencję Reutera, podpisanie ustawy przez prezydenta Baszara el-Asada jest "formalnością".

Reklama

Zniesienie stanu wyjątkowego było głównym żądaniem uczestników antyprezydenckich demonstracji.

W sobotę Asad wyraził oczekiwanie, że powołany w ubiegłym tygodniu nowy rząd przeprowadzi program reform, zakładający m.in. zniesienie stanu wyjątkowego, liberalizację prasy i wprowadzanie pluralizmu politycznego.

Według obrońców praw człowieka od 18 marca, gdy w Syrii rozpoczęły się antyprezydenckie protesty inspirowane wydarzeniami w Egipcie i Tunezji, siły bezpieczeństwa zabiły ok. 200 demonstrantów. Jeszcze we wtorek rano co najmniej cztery osoby zginęły postrzelone w czasie rozpędzania przez syryjskie siły bezpieczeństwa antyrządowego protestu w mieście Homs.

Zdaniem agencji Associated Press syryjskie władze wysyłają społeczeństwu mieszane sygnały i jest wątpliwe, czy zaniechają krwawego tłumienia demonstracji.

Demonstracje, pierwsze tak duże od czasu bezwzględnego stłumienia islamskiego powstania w 1982 roku, przyciągają wszystkie grupy społeczne - od ugrupowań świeckich, lewicowych, plemiennych po islamistów i studentów.



Tymczasem siły bezpieczeństwa w nocy z poniedziałku na wtorek pacyfikowały protesty w mieście Homs (Homa). Co najmniej cztery osoby zginęły we wtorek o świcie postrzelone podczas rozpędzania protestu - poinformowali obrońcy praw człowieka.

Jak informują świadkowie, we wtorek do południa 700-tysięczny Homs przypominał opuszczone miasto. Zamknięte były sklepy, targowiska i szkoły.

Jeden z aktywistów relacjonował, że siły bezpieczeństwa, w tym nieregularne bojówki prezydenta Baszara el-Asada, "ganiały ludzi po ulicach do godz. 6 rano (5 czasu polskiego)". Według innego działacza rannych zostało co najmniej 25 osób.

W poniedziałek na Placu Zegarowym w centrum Homs zebrały się setki ludzi. Przynieśli ze sobą materace, żywność i wodę, zapowiadając, że pozostaną tam, dopóki Asad nie ustąpi.

Według świadków policja wezwała przez głośniki, by demonstranci rozeszli się, wyznaczając im czas do godz. 2 w nocy. Po upływie wyznaczonego czasu wkroczyły siły bezpieczeństwa, wystrzeliwując gaz łzawiący i strzelając z ostrej amunicji do uciekających.



"Wchodzili do domów, wiele osób aresztowano" - relacjonuje jeden z mieszkańców miasta.

Według obrońców praw człowieka od 18 marca, gdy w Syrii rozpoczęły się antyprezydenckie protesty inspirowane wydarzeniami w Egipcie i Tunezji, siły bezpieczeństwa zabiły ok. 200 demonstrantów.

Demonstracje, pierwsze tak duże od czasu bezwzględnego stłumienia islamskiego powstania w 1982 roku, przyciągają wszystkie grupy społeczne - od ugrupowań świeckich, lewicowych, plemiennych po islamistów i studentów.

Asad, który 11 lat temu przejął władzę po swoim ojcu, odpowiedział kombinacją ograniczonych ustępstw i brutalnego tłumienia sprzeciwu.

W poniedziałek syryjskie MSW ogłosiło, że antyrządowe manifestacje, których uczestnicy domagają się ustąpienia prezydenta, to zbrojne powstanie dowodzone przez uzbrojone grupy radykalnych salafitów. Syryjskie władze obwiniają siły zewnętrzne, w tym Liban i ugrupowania islamistyczne, o wywoływanie niepokojów.