Iwanow jest zdania, że konieczna jest likwidacja małych linii lotniczych.

Reklama

"Rynek będzie czyściejszy, bezpieczeństwo większe i 10 rosyjskich linii lotniczych obsługujących 98 procent ruchu pasażerskiego całkowicie sobie na rynku poradzi. Mogą tu być jednak wyjątki w dalekich regionach, gdzie nowoczesny samolot nie będzie mógł lądować" - uważa rosyjski wicepremier.

Iwanow powiedział, że w poniedziałkowej katastrofie, której uległ samolot An-24, zmuszony z powodu pożaru silnika do lądowania na rzece Ob na trasie Tomsk-Surgut, piloci zachowali się prawidłowo i udało im się uratować część pasażerów. W wypadku zginęło siedem osób, 30 udało się uratować i trafiły do szpitala. Wicepremier nie zdjął jednak odpowiedzialności z małej linii lotniczych, do których należała maszyna.

"Jeśli zapalił się silnik, to jasne, że linie lotnicze nie zrobiły wcześniej wszystkiego, co trzeba" - podkreślił.

Iwanow poinformował też, że zwrócił się z poleceniem do Ministerstwa Transportu, aby zabierać licencje malutkim przewoźnikom, których w kraju są setki i dysponują maksymalnie 3-4 maszynami. Zauważył, że w ostatnich latach nie było katastrof lotniczych w dużych rosyjskich liniach lotniczych.

"Tam do niczego nie dochodzi, gdyż oni normalnie i profesjonalnie podchodzą do swoich obowiązków i zapewnienia bezpieczeństwa" - dodał.

W czerwcu doszło do katastrofy lotniczej samolotu Tu-134 koło Pietrozawodska w Karelii. Zginęło w niej 47 osób. Maszyna należała do rosyjskich linii lotniczych RusAir, dysponujących kilkunastoma maszynami.