Rząd Portugalii przyjął tajny plan działań na wypadek zamieszek ulicznych i paraliżu administracji publicznej. Jedna z opcji przewiduje możliwość odbicia ministra finansów z rąk manifestantów i personelu resortu - poinformował dziennik "I".

Reklama

Według lizbońskiej gazety, która dotarła do poufnego dokumentu, pod uwagę brane są wszystkie możliwe scenariusze wybuchu społecznego niezadowolenia - łącznie z buntem w szeregach administracji publicznej. Jak dowiedział się dziennik, rząd premiera Pedra Passosa Coelho opracował szczegółowy plan działań na wypadek oblężenia budynków rządowych lub parlamentu przez tłum oraz okupacji lub zabarykadowania najważniejszych instytucji państwowych przez ich własny personel.

Komentatorzy odnotowują, że wytyczne dla sił porządkowych są bardzo drobiazgowe. "Pod uwagę wzięto praktycznie każdy możliwy scenariusz, łącznie z uwięzieniem ministrów finansów i gospodarki przez personel resortów okupujący budynki ministerstw, przy wsparciu manifestantów i związków zawodowych. Wybrano też rezerwowe miejsce na spotkania Rady Ministrów, na wypadek gdyby doszło do okupacji jej siedziby" - ujawnił "I".

W rządowym dokumencie precyzyjnie określono, w jaki sposób policja i służby specjalne mogłyby włączyć się w pacyfikację ulicznych rozruchów. Jednym z pierwszych awaryjnych działań rządu byłoby przywrócenie ruchu na trasach do dużych miast, takich jak Lizbona, Porto i Braga. W planach uwzględniono też alternatywną sieć telefonów komórkowych dla członków rządu.

Zdaniem portugalskich socjologów, jest mało prawdopodobne, by w Portugalii doszło do tak poważnych rozruchów ulicznych jak w tym roku w Grecji lub w sierpniu w Wielkiej Brytanii. Zwracają oni za to uwagę na możliwość wystąpienia wewnętrznych protestów w szeregach administracji publicznej.

Na jesień tego roku pracownicy parlamentu i nauczyciele zapowiedzieli akcje protestacyjne przeciw polityce oszczędnościowej rządu Coelho. We wrześniu ponad tydzień strajkowali policjanci. Z kolei w sobotę ulicami Lizbony przeszło kilka tysięcy oficerów i żołnierzy portugalskiej armii, niezadowolonych z planowanej redukcji wynagrodzeń i personelu.

W manifestacji wziął udział Vasco Lourenco, jeden z przywódców Rewolucji Goździków, która w 1974 roku bezkrwawo obaliła autorytarny reżim salazarystów. Tymczasem w czwartek inny legendarny lider tamtych wydarzeń Otelo Saraiva de Carvalho ocenił, że "obecnie warunki do przeprowadzenia rewolucji są w Portugalii lepsze niż w 1974 roku".

Na 24 listopada zapowiedziano strajk generalny przeciw polityce oszczędnościowej rządu. Zorganizują go dwie największe centrale związkowe w tym kraju, CGTP i UGT. W strajku generalnym sprzed roku przeciw planowi stabilizacji wdrażanemu przez rząd Jose Socratesa wzięło udział około 3 mln pracowników. Jeden dzień tego ogólnokrajowego paraliżu kosztował Portugalię prawie 300 mln euro.



Reklama