Na trzy miesiące przed wyborami parlamentarnymi na Białorusi autorytarny rząd tego kraju wraca do swych ulubionych metod gwarantowania sobie wyborczego zwycięstwa: uciszania krytyki i obietnic zdecydowanych podwyżek pensji - pisze we wtorek "Financial Times". Gazeta ostrzega, że grozi to nie tylko pogłębieniem izolacji Białorusi przez Unię Europejską, ale też ożywieniem kryzysu ekonomicznego, który niemal zatopił kraj w 2011 roku.
Londyński dziennik przypomina o aresztowaniu w zeszłym tygodniu Andrzeja Poczobuta pod zarzutem znieważenia prezydenta Alaksandra Łukaszenki i dodaje, że na wolność nie wyszli jeszcze prodemokratyczni działacze aresztowani w następstwie protestów powyborczych w grudniu 2010 roku.
- pisze "FT".
Od tego czasu sytuacja się ustabilizowała, m.in. dzięki decyzji o uwolnieniu kursu białoruskiego rubla i opiewającej na 3 miliardy USD pożyczce Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej. W zamian Mińsk zgodził się na program prywatyzacji z udziałem rosyjskich firm, jeszcze bardziej wiążący Białoruś i Rosję. Jednak niedawne zapowiedzi Łukaszenki stanowią zagrożenie dla tego postępu - obawia się gazeta. Podkreśla, że prezydent deklarował, iż średnia pensja w sektorach kontrolowanych przez państwo powinna wzrosnąć do ok. 500 dolarów miesięcznie; w maju średnie wynagrodzenie stanowiło równowartość ok. 420 dolarów.
Obietnice, które mogą zapewnić mu poparcie przed wyborami planowanymi 23 września, wywołują alarm wśród ekonomistów. W ostatnim raporcie na temat białoruskiej gospodarki Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegał, że takie posunięcia mogą .
Jednak białoruska gospodarka, która w ubiegłym roku wzrosła o 5,3 proc., a podobny wzrost planowany jest w 2012 roku, jest nieco bardziej odporna niż była w 2011 roku, z rezerwami walutowymi sięgającymi 3,9 miliarda USD (w porównaniu z 1,3 mld USD rok wcześniej) i sygnałami świadczącymi o spadku inflacji.
Mimo wszystko ekonomiści mają nadzieję, że Łukaszenka nie zrealizuje swych wyborczych obietnic. Władze powiązały zapowiedzi podniesienia wynagrodzeń ze wzrostem wydajności pracy, co może oznaczać, że nie będzie powtórki z lat 2010 i 2011 - powiedział cytowany przez "FT" Alaksandr Czubrik z ośrodka badawczego IPM, białoruskiego think tanku. - przewiduje.