Według "Wall Street Journal" Neil Heywood w ciągu roku przed swoją śmiercią przekazywał przedstawicielowi wywiadu informacje na temat wpływowego działacza partyjnego Bo Xilaia. Zmarł w listopadzie zeszłego roku, a w marcu o jego zabicie oskarżona została żona działacza Gu Kailai.

Reklama

Już wtedy pojawiły się pogłoski o kontaktach biznesmena z wywiadem. W kwietniu brytyjskie MSZ zapewniło, że Heywood w żadnym charakterze nie pracował dla władz.

Bo Xilai kierował partią komunistyczną w mieście Chongqing w południowo-zachodnich Chinach. Był uważany za jednego z czołowych kandydatów do Stałego Komitetu Biura Politycznego, czyli do ścisłego kierownictwa chińskiego. W kwietniu br. został zawieszony w prawach członka Biura Politycznego i wszczęto przeciw niemu śledztwo, co praktycznie zakończyło jego karierę polityczną.

Gazeta powołując się na dawnych przyjaciół Heywooda oraz byłych i obecnych urzędników brytyjskich ocenia, że nie był on agentem wywiadu zagranicznego (MI6), ale świadomie przekazywał informacje na temat spraw prywatnych Bo przedstawicielowi wywiadu. Według gazety mógł nie brać za to pieniędzy, a więc formalnie nie być pracownikiem wywiadu.

Rodzina Heywooda odmówiła komentarza gazecie. MSZ w Londynie powiedziało, że tradycyjnie nie wypowiada się na temat wywiadu - podał portal BBC News.

BBC zastanawia się jednocześnie, czemu Londyn nie naciskał na władze chińskie, by przeprowadziły dogłębne śledztwo w sprawie śmierci biznesmena, jeśli miał on kontakty z wywiadem.

Heywood mieszkał w Chinach od początku lat 90. Nie są znane szczegóły jego znajomości z Bo i jego rodziną. Według niektórych doniesień był pośrednikiem w ich sprawach finansowych. Chińskie media państwowe podały, że Gu zabiła Brytyjczyka, gdy wspólne interesy poszły źle.

Kobieta podczas procesu w sierpniu przyznała się do otrucia Heywooda i została skazana na karę śmierci w zawieszeniu na dwa lata. Taka kara jest zwykle zmieniana w Chinach po paru latach na dożywocie.

Reklama