Kompromitująca niesprawność strony internetowej Healthcare.gov okazuje się tylko wierzchołkiem góry lodowej wpadek. Właśnie wyszło na jaw, że lawinowo rośnie liczba Amerykanów, którym Obamacare ubezpieczenie... odbiera. Tym samym prezydent USA wychodzi na oszusta, bo jeszcze parę tygodni temu ręczył głową za nietykalność istniejących polis.

Już ponad 5 mln Amerykanów otrzymało zawiadomienia, że ich polisy wygasają, bo nie spełniają standardów narzuconych przez Obamacare. American Enterprise Institute ostrzega, że liczba ta może wzrosnąć do 100 mln. Polisę traci np. student, który nie był ubezpieczony na okoliczność ciąży: opieka prenatalna jest obowiązkowa dla każdego planu w ramach Obamacare, podczas gdy w dotychczasowych polisach nie była.

Możliwe, że Obama ma pecha. Zdaniem części ekspertów padł ofiarą starego systemu, w którym powszechna była praktyka oferowania przez ubezpieczycieli szmacianych polis. Te popularne zwłaszcza wśród młodych Amerykanów pakiety, za kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, nie pokrywały nawet kosztów operacji wyrostka robaczkowego. W bardziej sprzyjającym klimacie politycznym Obama mógłby zbierać laury za to, że zdemaskował kolejną haniebną praktykę rynku ubezpieczeniowego. Ale nie dziś. - Trzy lata temu Obamacare tryumfalnie wjeżdżał do świadomości społecznej rydwanem ciągniętym przez rumaki dwóch obietnic: że wszyscy chętni zatrzymają swoje dotychczasowe polisy oraz że dotowane przez państwo składki będą niskie. Dzieje się dokładnie na odwrót - wyjaśnia Jon Kingsdale, prezes niezależnej eksperckiej grupy doradczo-badawczej Commonwealth Health Insurance Connector Authority w Massachusetts.

O niechęci mieszkańców USA do Obamacare najlepiej świadczą liczby: do połowy listopada polisy na federalnych i stanowych giełdach ubezpieczeń wykupiło tylko 100 tys. obywateli. Biały Dom spodziewał się co najmniej 0,5 mln zapisów w pierwszym miesiącu działalności giełd. I nie ma szans, aby wszyscy nieubezpieczeni Amerykanie, których liczbę szacuje się na 46 mln, wykupili polisę do marca 2014 r., do czego zobowiązuje ich nowe prawo.

Te katastrofalne wyniki to również efekt szoku cenowego, jaki przeżyli zainteresowani skorzystaniem z Obamacare. Media w USA od kilku dni żyją informacją, że na składkę w ramach systemu nie stać nawet Jessiki Sanford - która stała się wizytówką prezydenckiego programu. Jakiś czas temu napisała do prezydenta list z podziękowaniem za reformę, która takim jak ona, drobnym przedsiębiorcom, da bezpieczeństwo i pewność leczenia. Obama w przemówieniach chętnie stawiał ją za przykład osoby, której Obamacare odmieni życie.

Amerykanie czują się oszukani i już wymierzyli Obamie karę - ma tak niskie poparcie, jak Bush po uderzeniu huraganu "Katrina". Oliwy do ognia dolewają nie tylko republikanie, ale nawet politycy z obozu demokratów. Już czterech senatorów i kilkunastu kongresmenów dołączyło do chóru republikanów postulujących odroczenie implementacji Obamacare, a najlepiej jej odwołanie.

Obama szuka ratunku, kaja się przed narodem. Zwrócił się też do ubezpieczycieli z prośbą, aby ominęli jego własne prawo i pozwolili klientom jeszcze przez rok korzystać ze starych polis. Tylko że może to być niemożliwe. Ubezpieczyciele mogą się do nowego roku po prostu nie wyrobić z restytucją starego systemu. Co wtedy? - Jeśli w strachu przed rozwścieczonymi wyborcami demokraci poprą republikanów i pozbawią reformę jej filaru, czyli zapisu o powszechnym ubezpieczeniu, ubezpieczalnie odpowiedzą na to eskalacją cen, pracodawcy przestaną oferować ubezpieczenie swoim pracownikom i naród zostanie bez ubezpieczenia w ogóle. Obamacare de facto zaś zniknie. To całkiem prawdopodobny scenariusz - uważa Jon Kingsdale.