Dziennik Gazeta Prawana logo

Trump: Możliwe zakwestionowanie w sądzie "wątpliwego" wyniku wyborów

20 października 2016, 20:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Trzecia debata prezydencka Clinton-Trump
Trzecia debata prezydencka Clinton-Trump/PAP/EPA
Republikański kandydat Donald Trump oświadczył, że zastrzega sobie prawo do zakwestionowania wyniku wyborów prezydenckich, jeżeli będzie on "wątpliwy". Porównał swoje plany do kontestowania wyniku w 2000 roku przez ówczesnego kandydata Demokratów Ala Gore'a.

- tak republikański pretendent do Białego Domu zaczął przemówienie w czwartek na spotkaniu z wyborcami w Delaware w stanie Ohio.

Jego słowa zostały przyjęte owacjami zmieszanymi ze śmiechem, ponieważ zabrzmiało to jak żart albo potwierdzenie wypowiedzi z debaty z demokratyczną rywalką Hillary Clinton poprzedniego wieczora, która zaszokowała komentatorów. Trump odmówił tam deklaracji uznania każdego wyniku wyborów, nawet jeśli je przegra. Powiedział, że „będzie trzymał w napięciu” opinię publiczną w tej sprawie.

Po kilku minutach wystąpienia w Delaware, kiedy atakował Hillary Clinton, kandydat Partii Republikańskiej wrócił do tematu wyniku wyborów i wyjaśnił bliżej swoje stanowisko.

- oświadczył.

Powiedział, że po wyborach prezydenckich w 2000 roku ówczesny kandydat Demokratów, wiceprezydent Al Gore, też nie uznał wyniku i zgłosił sprawę do sądu. Wybory te rozstrzygnął dopiero Sąd Najwyższy – na korzyść kandydata Republikanów George'a W. Busha.

Gore zakwestionował wtedy wynik obliczenia głosów na Florydzie, według którego Bush wygrał tam minimalną większością. Wobec równego mniej więcej rozłożenia głosów elektorskich w pozostałych stanach wygrana na Florydzie przeważała szalę na rzecz zwycięzcy w tym stanie (bo wszystkie głosy elektorskie miał otrzymać Bush).

Obecnie sondaże nie wskazują – przynajmniej na razie – by wybory, które odbędą się 8 listopada, miały wyrównany przebieg. Dają one przewagę Clinton, zarówno w liczbie głosów bezpośrednich, jak i elektorskich.

W przemówieniu w Delaware Trump ponownie argumentował, że wybory są „ustawione” na korzyść Clinton i że prawdopodobnie będą sfałszowane. Powołał się tu m.in. na wypowiedź szefa kampanii kandydatki Demokratów, Johna Podesty, który miał powiedzieć, że „nielegalni imigranci mogą głosować, byle tylko mieli prawa jazdy”.

Prawo jazdy jest w USA głównym dowodem tożsamości – nie ma tam osobnych dowodów osobistych, jak w Polsce.

Przypomniał też najnowsze doniesienia mediów, że niektórzy działacze kampanii Clinton byli opłacani, żeby zakłócać przebieg wieców z jego udziałem.

Demokraci wyjaśnili, że działacze ci zostali natychmiast zwolnieni albo sami podali się do dymisji i że chodziło o jeden incydent.

Trump powołał się też na doniesienia, jakoby przed drugą debatą telewizyjną w St. Louis p.o. przewodniczącej Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej (DNC) Donna Brazile przekazała niektóre pytania Clinton, przygotowane zawczasu przez organizatorów.

- oświadczył Trump.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj