Podczas konferencji prasowej w sobotę w samolocie papież mówił głównie o swej podróży do Birmy i Bangladeszu i wyraźnie poprosił, by tego dotyczyły pytania.
Wyjątek uczynił między innymi dla kryzysu nuklearnego w związku z napięciem wokół Korei Północnej.
Franciszek mówił, że zadaje sobie pytanie, czy siła niszczenia broni nuklearnej jest na tyle wielka, że należy poddać pod dyskusję kwestię jej legalności.
Papież pytano, czy ostatnio doszło do zmiany podejścia Kościoła do broni atomowej od czasów pontyfikatu Jana Pawła II, który mówił, że odstraszanie nuklearne jest "moralnie do przyjęcia". W odpowiedzi oświadczył, że od czasu, gdy była o tym mowa, minęły 34 lata.
- - stwierdził papież. Wyraził opinię, że niektórzy przywódcy mają "irracjonalne" podejście do broni nuklearnej.
- - mówił Franciszek dziennikarzom.
Następnie zauważył: "Zadaje sobie pytanie nie z punktu widzenia nauczania, ale jako papież: czy dzisiaj legalne jest utrzymywanie arsenałów nuklearnych takich jakie są? Czy dzisiaj po to, aby uratować środowisko naturalne, ludzkość nie jest konieczne zrobienie kroku wstecz?".
- - stwierdził Franciszek. Przywołał następnie w tym kontekście katastrofę w Czarnobylu.
- - oświadczył papież.
Mówiąc o swej wizycie w Birmie zapewnił, że "nie negocjował prawdy" z generałami na temat sytuacji prześladowanej muzułmańskiej mniejszości Rohingja. Władze birmańskie oskarżane są o czystki etniczne wobec tej grupy, pozbawionej praw i tożsamości.
Relacjonując swą rozmowę z głównodowodzącym sił zbrojnych Birmy Minem Aungiem Hlaingiem oświadczył, że postępował tak, aby on "zrozumiał, że dzisiaj nie można już podążać taką drogą, jak niegdyś w złych czasach".
Odnosząc się do tego, że w czasie wizyty w tym kraju nie wypowiedział nazwy Rohingja, papież wyraził opinię, że gdyby zrobił to w publicznym wystąpieniu, byłoby to jak "zamknięcie przed nosem drzwi rozmówcom".
- - wyjaśnił.
- - stwierdził papież.
Przypomniał też, że tak biedny kraj jak Bangladesz przyjął 700 tysięcy uchodźców z Birmy.
- - dodał.
Wyraził opinię, że władzom Bangladeszu należy się wdzięczność za przykład, jaki dały udzielając gościny uciekinierom z Birmy.
Franciszek ujawnił, że możliwość spotkania z uchodźcami Rohingja była w ogóle warunkiem jego podróży. Doszło do niego w piątek w stolicy Bangladeszu, Dhace, w czasie uroczystości międzyreligijnej.
Papież opowiedział też o szczegółach swego spotkania z grupą kilkunastu uchodźców Rohingja, podkreślając, że przybyli oni na nie "wystraszeni".
- - dodał. Podkreślił, że kiedy uchodźcy ustawili się w kolejce, by podejść do niego, "chciano ich stamtąd przepędzić".
- - relacjonował papież. Wyznał, że po tym, co usłyszał od uchodźców, nie mógł zostawić ich nie mówiąc ani słowa.
- - powiedział.
Zapewnił, że jeśli chodzi o Rohingjów, uważanych za najbardziej prześladowaną na świecie mniejszość etniczno-religijną, to nie traci nadziei na poprawę ich losu.
Papież przyznał, że są grupy terrorystyczne, chcące wykorzystać sytuację Rohingjów, którzy - jak dodał - są "ludźmi pokoju". Zaznaczył, że wojsko usprawiedliwia operację przeciwko nim właśnie tymi grupami. - - podkreślił.
Franciszek wyraził też nadzieję, że w przyszłym roku będzie mógł pojechać do Indii.
Wyjaśnił też: "Podróż do Chin nie jest przygotowywana".
- - zauważył papież i przypomniał, że w kraju tym zorganizowano wystawę ze zbiorów Muzeów Watykańskich. Trwa też, dodał, dialog polityczny, zwłaszcza na temat chińskiego Kościoła.
- - podkreślił Franciszek.