Dziennik Gazeta Prawana logo

Wybory w USA. Demokratyczny Kongres oznacza dla Trumpa kłopoty w zarządzaniu krajem

6 listopada 2018, 08:19
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Donald Trump
Donald Trump /PAP/EPA
Demokratyczny Kongres oznacza dla Trumpa kłopoty w zarządzaniu krajem. Wyjściem może się okazać koncentracja na polityce zagranicznej

W zależności od układu sił, a także od zdolności prezydenta do współpracy z nowym Kongresem, Biały Dom może mieć spore trudności z forsowaniem własnych pomysłów w polityce wewnętrznej. Pewne jest, że upadną takie pomysły jak chociażby zniesienie Obamacare, czyli reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych przyjętej podczas pierwszej kadencji Baracka Obamy. Trudno sobie także wyobrazić, żeby demokraci – programowo bardziej przychylni imigrantom niż republikanie – zgodzili się wpisać do budżetu takie pomysły jak budowa muru na granicy z Meksykiem.

Jeśli faktycznie agenda krajowa zostanie mocno ograniczona (co wcale nie jest takie oczywiste; demokraci są na przykład wielkimi orędownikami wzrostu nakładów na utrzymanie infrastruktury – coś, co prezydent obiecał jeszcze w kampanii, ale z czego nic nie wyszło), co może wobec tego zrobić Trump? Zwrócić się ku polityce zagranicznej. Tradycyjnie prezydenci, którzy mieli problemy z realizacją własnych pomysłów na arenie krajowej, zwiększali aktywność na forum międzynarodowym.

Przykładem chociażby poprzednik Trumpa Barack Obama, który skupił się podczas drugiej kadencji na normalizacji stosunków z Kubą i Iranem. Podobnie ku zagranicy zwrócił się Bill Clinton, próbując w Camp David doprowadzić do porozumienia między Izraelem a Palestyńczykami. W tym samym miejscu dwie dekady wcześniej podobny zwrot wykonał Jimmy Carter, mediując traktat pokojowy między Jerozolimą a Kairem (z sukcesem). W politykę zagraniczną uciekł także Richard Nixon. Kiedy kongresmeni szykowali jego impeachment, prezydent udał się w podróż do Chin, która zaowocowała normalizacją stosunków między dwoma krajami.

Amerykański parlament, chociaż często ma odmienne zdanie w kwestiach zagranicznych niż Biały Dom, generalnie stara się nie mieszać do polityki prowadzonej przez prezydenta. Nie znaczy to jednak, że od tej zasady nie ma wyjątków, o czym przekonał się zresztą także Trump. W 2017 r. Kongres za zgodą obu partii nie tylko nałożył nowe sankcje na Rosję, ale też odebrał prezydentowi bez zgody władzy ustawodawczej prawo do zdjęcia z Moskwy wcześniejszych obostrzeń, ustanowionych przez Baracka Obamę po aneksji Krymu w 2014 r.

Biały Dom może być za to spokojny, jeśli idzie o politykę względem Korei Północnej. Demokraci od zawsze popierali rozmowy z Pustelniczym Królestwem, więc nawet jeśli nie podoba im się sposób, w jaki robi to Trump, trudno będzie im zaprzeczyć, że prezydent podtrzymuje dialog z Kim Dzong Unem. Kongresmeni zapewne w spokoju zostawią też wojnę handlową, jaką prezydent toczy z Chinami (i resztą świata). Powody są dwa. Po pierwsze, demokraci są tak samo podzieleni jak republikanie, jeśli idzie o cła i ich wpływ na kondycję gospodarczą. Po drugie, dobre dane gospodarcze na razie ukrywają wszelkie negatywne efekty, jakie mogła wywołać protekcjonistyczna polityka Trumpa.

Nie należy też spodziewać się zmian w prowadzonej przez Trumpa polityce względem Chin, bo te zostały uznane za głównego konkurenta USA na globalnej scenie jeszcze przez poprzednika obecnego prezydenta, czyli Baracka Obamę. Demokraci nie zapomną za to o starych adwersarzach; jest prawdopodobne, że zmuszą prezydenta do bardziej konfrontacyjnej postawy względem Rosji – z nałożeniem nowych sankcji włącznie. To dobra wiadomość dla Polski, chociaż nieco równoważy ją to, że demokraci nie powstrzymają ataków Donalda Trumpa na NATO. Zarzut z Waszyngtonu, że Europa musi wziąć więcej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo, był bowiem na przestrzeni lat formułowany bez względu na opcję, jaką reprezentował lokator Białego Domu.

Jeszcze przed wyborami niektórzy demokraci, w tym postrzegany jako następny przewodniczący komisji ds. wojskowych w Izbie Reprezentantów Adam Smith – uważali, że USA przeznaczają zbyt dużo środków na wojsko kosztem programów społecznych. Przy czym Smith nie chce ciąć wydatków na wojsko; jest jednak zdania, że w budżecie Pentagonu mnóstwo pieniędzy jest po prostu wyrzucanych w błoto. Za zbędny wydatek niektórzy demokraci uznają na przykład renowację arsenału nuklearnego, chociaż postawa ta może ulec zmiękczeniu pod wpływem narastającego wyścigu zbrojeń między mocarstwami.

Demokraci na pewno są wściekli z tego powodu, że Trump wyrzucił do kosza porozumienie atomowe z Iranem, czyli jedno z największych osiągnięć dyplomatycznych Baracka Obamy. Dopóki jednak ich kandydat nie zasiądzie w Białym Domu, nie mają wielkiego wpływu na kierunek działań administracji w tym względzie. Wczoraj zresztą weszła w życie kolejna transza sankcji przywróconych przez obecnego prezydenta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj