Prezydent, który uzasadnił nieoczekiwaną decyzję interesami Stanów Zjednoczonych, zdecydował o wycofaniu amerykańskiego kontyngentu z Syrii, mimo iż doradcy wojskowi i do spraw bezpieczeństwa narodowego już kilka miesięcy wcześniej mówili mu, że taki krok byłby "nagły i nierozsądny" - pisze waszyngtoński dziennik.

Trump dał wtedy wojskowym pół roku, a po ośmiu miesiącach nagle ogłosił, że USA wyjdą z Syrii, znowu "wbrew zdaniu tych samych doradców, którzy ostrzegali go w kwietniu, że Rosja i Iran wzmocnią swoje pozycje w Syrii, gdy tylko znikną" Amerykanie - kontynuuje "WP".

W innym artykule dziennik zwraca uwagę, że przeciwnikiem takiego posunięcia był przede wszystkim szef Pentagonu, emerytowany generał Jim Mattis, który niegdyś należał do najbardziej wpływowych doradców prezydenta.

Według "WP" ogłoszenie decyzji w sprawie Syrii było wręcz "oczywistą naganą dla ministra obrony", który przekonywał, że mały kontyngent amerykański powinien zostać w Syrii, ponieważ jego "misja antyterrorystyczna nie jest zakończona" - pisze dziennik, powołując się na rozmowy z obecnymi i byłymi członkami administracji Trumpa.

Zdaniem rozmówców "WP" prezydent będzie chciał się pozbyć Mattisa, ostatniego z grona doradców, których - jak pisze dziennik - Trump nazywał niegdyś "swoimi generałami".

Z administracji odeszli już dwaj byli doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn i H.R. McMaster, szef kancelarii prezydenta John Kelly opuści Biały Dom z końcem roku, a Mattis został zmarginalizowany - konkluduje "WP".

Rosyjski prezydent Władimir Putin oświadczył w czwartek na dorocznej konferencji prasowej, że obecność sił USA w Syrii nie jest potrzebna; określił ją jako niezgodną z prawem. - Decyzja prezydenta Trumpa o wycofaniu tych sił jest słuszna - oznajmił.

Putin powiedział też, że zgadza się z Trumpem, jeśli chodzi o zwycięstwo nad Państwem Islamskim w Syrii, ale ostrzegł, że Rosja dostrzega wielkie niebezpieczeństwo przenikania grup terrorystycznych z Syrii do innych regionów.