Rząd rozpoczyna m.in. akcję wzywającą do picia maksymalnie dwóch kieliszków dziennie. Nie przewiduje się jednak ograniczeń reklamy ani minimalnej ceny progowej – do czego wzywają specjaliści od uzależnień.

Reklama

Według opublikowanego raportu francuskiej agencji ochrony zdrowia co roku 41 tys. osób umiera we Francji na skutek nadmiernego spożywania alkoholu. 90 proc. tych zgonów spowodowanych jest piciem większej ilości alkoholu niż 53 g dziennie - dawki uznanej przez Światową Organizację Zdrowia za "próg wysokiego ryzyka". Za uzależnionych od alkoholu uważa się osoby konsumujące 60 g dziennie.

Komitet międzyministerialny pod przewodnictwem premiera Edouarda Philippe'a opracował plan zapobiegania nikotynizmowi i alkoholizmowi. Kampania, zaplanowana w tym celu, skierowana będzie z jednej strony do sprzedawców, a z drugiej - do konsumentów.

Komitet stwierdził, że jak dotąd zakaz sprzedaży tytoniu i alkoholu niepełnoletnim jest we Francji bardzo słabo przestrzegany. Aby poprawić sytuację, prowadzone będą szkolenia dla restauratorów i sprzedawców alkoholu, jak i dla tych, którzy handlują wyrobami tytoniowymi.

W celu uświadomienia konsumentom niebezpieczeństw nadmiernego picia przeprowadzona będzie akcja promująca hasło: "Dla waszego zdrowia alkohol to co najwyżej dwa kieliszki dziennie i nie każdego dnia".

Według danych agencji Zdrowie Publiczne Francji niemal jedna czwarta Francuzów (23,6 proc.) przekracza tę dawkę.

Agencja podkreśla, że od zakończenia II wojny światowej spożycie alkoholu we Francji regularnie malało. Jednak pięć lat temu spadek ten zatrzymał się. Poinformowano również, że 80 proc. sprzedawanego alkoholu spożywane jest przez 20 proc. Francuzów, a 58 proc. alkoholu konsumuje 10 proc. pijących.

- Żyjemy w społeczeństwie, które poprzez zachęty i tolerancję wydaje się stworzone dla tych, którzy dużo piją – powiedział we wtorek w wywiadzie radiowym prezes stowarzyszenia Addict Aide, pomagającego uzależnionym, Michel Reynaud.

Za wzrost spożycia alkoholu stowarzyszenie obwinia "lobby alkoholowe", któremu – jak ocenia – udało się całkowicie pogrzebać tzw. ustawy Evina zakazujące reklamy napojów alkoholowych. Posunięcia rządu są zdaniem Reynaud niewystarczające. Trzeba – nawołuje – uświadomić społeczeństwu, że podchmielenie i nadmierne picie nie mogą być normą i że bon vivanci to bardzo często zwykli alkoholicy.

Reklama

Stowarzyszenie wzywa do natychmiastowego wprowadzenia minimalnej ceny progowej na alkohole, stworzenia funduszu w wysokości 100 mln euro na zapobieganie alkoholizmowi, opodatkowania alkopopów (owocowych napojów alkoholowych) i wprowadzenia akcji "trzeźwy styczeń".

We wtorek wielki portal internetowy Futura zamieścił artykuł, którego autorka, przytaczając ustalenia Zdrowia Publicznego Francji, przyznaje, że "jest bardzo niewiele środków uniezależniających od alkoholu, ich skuteczność nie jest stała i wywołują one poważne skutki uboczne".

Promykiem nadziei – pisze dziennikarka – mogą być badania naukowców z kalifornijskiego Scripps Research Institute, którym poprzez inhibicję neuronów za pomocą lasera udało się uniezależnić od alkoholu szczury.

Francja walczy z alkoholizmem od bardzo dawna. W 1873 r. uchwalono pierwsze ustawy karzące "pijaństwo w miejscach publicznych", a od 1895 r. dekretem ówczesnego ministra edukacji Raymonda Poincarego wprowadzono do szkół naukę o niebezpieczeństwach alkoholu "z punktu widzenia moralności, gospodarki społecznej i politycznej".

Walczono z "alkoholem", do którego nie zaliczano jednak wina, piwa i cydru. W 1866 r. słynny Louis Pasteur pisał, że "wino można pełnym prawem uważać za najzdrowszy, za najbardziej higieniczny z napojów".

A gdy przed II wojną światową zorientowano się, że wino jednak również upija, ówczesne hasło nawołujące do wstrzemięźliwości brzmiało: "pij litr wina dziennie"; w domyśle - nie więcej.