Głosowanie w Albercie było uważnie śledzone z wielu powodów. Alberta jest konserwatywną prowincją, ale przez ostatnie cztery lata rządziła tam lewicowa Nowa Partia Demokratyczna (New Democratic Party - NDP). Alberta to także prowincja przemysłu naftowego, która ucierpiała w związku ze spadkiem cen ropy na świecie, uzależnieniem Kanady od jednego odbiorcy, USA, i brakiem infrastruktury do eksportu na inne rynki. Wreszcie, w Albercie doszło w 2017 r. do połączenia dwóch partii konserwatywnych w jedną. Zjednoczona Partia Demokratyczna (United Conservative Party - UCP) powstała z połączenia Wildrose Party i Progressive Conservative. NDP nie mogła liczyć na przewagę wynikającą z rozproszenia głosów wyborców konserwatywnych.

Nowym premierem Alberty zostanie Jason Kenney, były konserwatywny minister. Ostateczne oficjalne wyniki zostaną podane dopiero w nadchodzących dniach, gdy do rezultatów zostaną doliczone głosy oddane w wyznaczonych komisjach wyborczych w dniach poprzedzających wybory.

Dziennik "The Globe and Mail" komentował na swojej stronie internetowej, że Kenney obrócił lata problemów ekonomicznych i głębokiej frustracji w relacjach z Ottawą w zwycięstwo wyborcze.

Jen Gerson, publicystka magazynu "Maclean's", pisała, że otrzymała wiele sygnałów "od prawdziwych konserwatystów, którzy przyznawali się do wielu wątpliwości co do obecnego etycznego i moralnego kierunku UCP". Jednak konserwatystom nie zaszkodził skandal z wyborem szefa partii i fikcyjnym kontrkandydatem, ani rasistowskie wypowiedzi kandydatów, ani kłamstwa w mediach społecznościowych wytknięte przez internautów.

Jak wskazywali komentatorzy w trakcie kampanii, w Albercie doszło do silnej polaryzacji postaw. Charles Breton, dyrektor badań firmy Vox Pop Labs, cytowany przez portal Cbc.ca, mówił, że "we wszystkich okręgach wyborczych brakuje wyborców centrum".

Inny znany kanadyjski instytut badania opinii publicznej Environics Institute opisywał polaryzację wyborów politycznych w opublikowanych w kwietniu br. wynikach badania zatytułowanego "Kanada: zbliżenie czy oddalenie?". Zauważono, że dominującej przez dziesiątki lat tożsamości określanej przede wszystkim jako kanadyjska zaczęła towarzyszyć tożsamość lokalna. W tym samym raporcie wskazano na rosnące poczucie dyskryminacji w Albercie i Saskatchewan, wynikające ze spowolnienia gospodarczego w tych prowincjach.

W czerwcu ub.r. w Ontario wygrali konserwatyści, niekryjący się ze swoim populizmem i niechęcią do idei liberalnych i socjaldemokratycznych. W październiku w Quebecu władzę przejęli centrowo-konserwatywni zwolennicy świeckiego państwa z Coalition Avenir Quebec, a w listopadzie w Nowym Brunszwiku, gdzie po wyborach żadna partia nie miała większości, liberałów zastąpili konserwatyści mniejszościowego rządu, rozgrywający animozje między anglojęzycznymi i francuskojęzycznymi mieszkańcami tej oficjalnie dwujęzycznej prowincji.

W październiku br. odbędą się wybory do parlamentu federalnego Kanady, ale walka o głosy wyborców odbywa się już teraz pomiędzy rządzącymi liberałami Justina Trudeau a oficjalną opozycją, czyli konserwatystami Andrew Scheera. O ile liberałowie odwołują się do kanadyjskiej tradycji wielokulturowego państwa o wielu cechach socjaldemokratycznych takich jak bezpłatna opieka zdrowotna, o tyle kanadyjscy konserwatyści, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat, coraz silniej odwołują się do haseł wyborczych podobnych do tych używanych przez Republikanów w USA.

W październiku ub.r. Trudeau zapowiadał, że liberałowie będą prowadzili kampanię pozytywną, ale dodawał, że "prawdopodobnie stoimy wobec najbardziej negatywnej, najobłudniejszej kampanii politycznej, która spowoduje najwięcej podziałów w historii Kanady".

Według podanych we wtorek przez Nanos badań preferencji wyborczych Kanadyjczyków, rozkład głosów między trzema największymi partiami federalnymi wyniósłby obecnie 35 proc. dla konserwatystów, 34,1 proc. dla liberałów i 14,9 proc. dla NDP, pozostałe głosy przypadały mniejszym partiom. Przy tym premierem pierwszego wyboru byłby Trudeau (31,5 proc. wskazań), Scheer miał drugie miejsce z 25,5 proc. wskazań.

Environics Institute zwracał uwagę, że mimo rozbieżności ok. 60 proc. Kanadyjczyków twierdzi, że wartości dla nich ważne są tak samo istotne dla Kanadyjczyków z innych prowincji, a ok. 70 proc. nie zgadza się na przyrównywanie do Amerykanów. Jednocześnie zaalarmowano, że "jednym z najważniejszych wyzwań w nadchodzących latach będzie budowa mostów między Kanadyjczykami".