W ciągu ostatnich dwóch lat w Sihanoukville zmieniło się wszystko – mówią PAP mieszkańcy. Kiedyś była to cicha nadmorska miejscowość, popularna wśród zachodnich turystów szukających odpoczynku na słonecznej tropikalnej plaży.

Teraz spokoju już nie ma. Ciężkie maszyny budowlane z trudem przeciskają się pełnymi dziur ulicami wśród tumanów kurzu i hałasu prowadzonych bez przerwy prac. Większość handlu i usług opanowali Chińczycy, którzy otworzyli tu swoje sklepy, hotele, restauracje, bary, przychodnie, apteki i domy publiczne.

- Kambodża należy do Inicjatywy Pasa i Szlaku, dlatego Chińczycy chętnie robią tu biznes - mówi PAP chiński przedsiębiorca Wang Zhen, który zamierza zbudować w mieście hotel i wynajmować pokoje gościom co najmniej 80 działających tu chińskich kasyn.

Inicjatywa Pasa i Szlaku (BRI) to flagowy projekt prezydenta ChRL Xi Jinpinga zakładający finansowanie, budowę i modernizację szlaków logistycznych łączących Chiny z krajami Azji, Europy i Afryki. Sihanoukville jest w tym projekcie szczególnie istotne, ponieważ mieści się tam jedyny głębokowodny port w Kambodży.

Spośród 1,3 mld dolarów zagranicznych inwestycji, które trafiły do Sihanoukville w 2017 roku 1,1 mld przybyło z Chin. W okolicy działa co najmniej 100 chińskich fabryk produkujących towary konsumpcyjne i odzież.

- W Sihanoukville mieszka już 120 tys. Chińczyków, czyli więcej niż tubylców, a ciągle przyjeżdżają kolejni. Chińczycy wszędzie robią biznesy. Jeśli są pieniądze do zarobienia, mogą pracować bez chwili odpoczynku - odpowiada Wang na pytanie o powody zainteresowania Kambodżą.

W poszukiwaniu ziemi pod hotel chiński przedsiębiorca trafił do ośrodka wypoczynkowego prowadzonego przez Włocha Giuseppe Drudiego i jego żonę, Kambodżankę. Przybył jednak za późno - kilka dni wcześniej Drudi podnajął już teren innemu Chińczykowi.

- Chińska ekspansja jest niewiarygodna. To jest inwazja, ale w pozytywnym znaczeniu. Ogromna liczba Chińczyków szuka tu mieszkań i biznesu. Ceny ziemi podskoczyły do nieba - mówi PAP Drudi. Ocenia, że Chińczycy budują w Sihanoukville "nowe Makau".

Napływ Chińczyków spowodował boom na rynku nieruchomości, na którym zyska zarówno Drudi, jak i właściciel ziemi, na której stoi jego ośrodek wypoczynkowy. Według komentatorów jeszcze dwa lata temu taką działkę można było wynająć za 250 dolarów miesięcznie, teraz trzeba zapłacić nawet 10 tys. USD.

- Zła strona jest taka, że niewiele miejsca zostaje Kambodżanom. Przeciętni mieszkańcy mało zyskują na chińskich inwestycjach. Większość ziemi należy do wysokiej rangi wojskowych i ważnych polityków, byłych ministrów i innych urzędników - dodaje Włoch, który prowadzi interesy w Sihanoukville od blisko 10 lat.

Podobnego zdania jest kelner w pobliskiej restauracji, prowadzonej przez kambodżańską rodzinę, który w rozmowie z PAP przedstawia się jako Vi Moll. - Chińskie inwestycje nie są dla nas dobre. Chińczycy rzadko u nas jedzą. Najczęściej chodzą do chińskich restauracji, kupują chińskie produkty - mówi.

- Przez nich biznes idzie słabo. Turyści z Zachodu już nie przyjeżdżają - skarży się Vi Moll. Do jego restauracji regularnie zgłaszają się Chińczycy z ofertą kupna czy wynajmu, ale rodzina nie chce się zgodzić – dodaje.

- Chińczycy kontrolują cały rynek. Pieniądze przepływają tylko w ich kręgach. Bardzo niewiele zostaje w Kambodży - ocenia z kolei proboszcz miejscowej parafii katolickiej ks. Un Son. W rozmowie z PAP ubolewa, że maszyny budowlane zablokowały ulicę prowadzącą do kościoła, jednego z zaledwie kilku katolickich budynków w kraju, które przetrwały brutalny reżim Czerwonych Khmerów (1975-1979).

- Zanim przyjechali Chińczycy, to było spokojne miejsce. Wielu Kambodżan spędzało tu Nowy Rok i inne święta. Teraz ceny wzrosły, a Kambodżan nie stać na jedzenie w restauracjach ani pokoje w hotelach - mówi duchowny.

Chińscy inwestorzy zatrudniają chińskie firmy budowlane, które przywożą do Sihanoukville chińskich budowlańców – dodaje ksiądz. Choć dają również pracę Kambodżanom, oferowane wynagrodzenie nie wystarcza z reguły na przeżycie w mieście.

Ks. Son zwraca również uwagę na wzrost przestępczości związany z napływem chińskich przedsiębiorców i kasyn. - Kiedy wszczynają bójki, trafiają na komisariat na 24 godziny, a potem wychodzą na wolność, bo mają pieniądze. W Kambodży za pieniądze można kupić wszystko - mówi.

W związku ze wzrostem przestępczości szef MSW Kambodży Sar Kheng powołał w 2018 roku specjalny oddział, który ma "przywrócić bezpieczeństwo" w Sihanoukville. Kheng ocenił wtedy, że większość przestępstw popełniają obcokrajowcy oraz dodał, że "w każdym narodzie są dobrzy i źli ludzie".

Chiński biznesmen Huang Feihong, który uzgodnił z Drudim wynajem jego hotelu, planuje w pobliżu zbudować ośmiopiętrowy hotel. - W Chinach hazard jest zabroniony, za wyjątkiem specjalnego regionu administracyjnego Makau, a tam koszt budowy kasyna i licencji na działalność jest bardzo wysoki. Tutaj jest wielokrotnie taniej - tłumaczy PAP powody napływu chińskich inwestycji.

Firma NagaWorld, która ma wyłączność na rynku kasyn w Phnom Penh, osiągnęła w 2017 roku dochód brutto z gier hazardowych (Gross Gaming Revenue – GGR) w wysokości 926 mln dolarów. Firma zadeklarowała, że odprowadziła z tego tytułu 8,12 mln dolarów podatku, co oznacza efektywną stawkę podatkową 0,87 proc. - podawał "Phnom Penh Post". Dla porównania, w Makau podatek od kasyn wynosi co najmniej 35 proc. GGR.

- Robiłem w życiu wiele interesów. Zaczynałem w wieku 16 lat jako fotograf, później handlowałem tekstyliami, teraz prowadzę hotele - opowiada ok. 40-letni Huang.

- Nie uważam się za bogatego. Jestem raczej w średniej warstwie. Ale jeśli interes w Kambodży wypali, może stanę się bogaty - mówi z nadzieją. Jak dodaje, zamierza zorganizować działalność biznesową w Kambodży i kontrolować ją z Chin, gdzie mieszka jego rodzina.

Wang, który dalej szuka działki pod swój hotel, zaznacza w rozmowie z PAP, że niedawno do chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku przystąpiły również Włochy. "Tam też wkrótce będzie wielu chińskich przedsiębiorców" - prognozuje.

Po zamknięciu swojego hotelu Drudi zamierza otworzyć wraz z rodziną kolejny. - Będziemy go prowadzić, dopóki Chińczycy nie złożą nam kolejnej propozycji nie do odrzucenia - śmieje się, cytując "Ojca Chrzestnego".