Syryjskie środki masowego przekazu podawały wcześniej, że obrona przeciwlotnicza Syrii odpiera ataki lotnicze obcych sił na cele zlokalizowane na obszarze położonym na południe od Damaszku. W doniesieniach tych nie było informacji, o jakie cele chodziło. Państwowa agencja informacyjna SANA podała, że atak z powietrza został uniemożliwiony, a prowadzące go siły zneutralizowane. Nie wiadomo, czy doszło do zestrzelenia myśliwców czy też raczej chodziło o drony.

Atak rakietowy był prawdopodobnie odwetem za sobotnie ostrzelanie pociskami syryjskimi kontrolowanych przez Izrael Wzgórz Golan. Wzgórza są miejscem dyslokacji silnego zgrupowania wojsk izraelskich.

Syryjskie rakiety zostały wystrzelone z terytorium syryjskiego - oświadczyła w sobotę rzeczniczka sił obronnych Izraela. Według udzielonych przez nią informacji Syria miała wystrzelić dwa pociski. Rzeczniczka przekazała, że wciąż są analizowane szczegóły zajścia.

Pogranicze izraelsko-syryjskie jest w ostatnim okresie obszarem silnej konfrontacji izraelsko-syryjskiej. Siły powietrzne Izraela dokonywały w ostatnich latach licznych nalotów na cele wojskowe ugrupowania Hezbollah czy miejsca dyslokacji irańskich doradców wojskowych. Władze Izraela twierdzą, że te popierające prezydenta Syrii Baszara el-Asada siły dążą do przekształcenia Syrii w nową linię frontu w konfrontacji z państwem żydowskim.

W ostatnich latach Izrael przeprowadził setki nalotów na obiekty Iranu i Hezbollahu w Syrii. W poniedziałek syryjska agencja Sana poinformowała, że izraelska rakieta eksplodowała na terytorium sąsiadującej ze Wzgórzami Golan muhafazy Al-Kunajtira w południowo-zachodniej Syrii. Według mediów trafiony został wojskowy samochód; jeden syryjski żołnierz zginął, a jeden został ranny.

Napięcia przybrały na sile po decyzji prezydenta Donalda Trumpa w sprawie uznania zwierzchnictwa Izraela nad Wzgórzami Golan. Władze syryjskie i świat arabski uważają, że dekret prezydenta USA w tej sprawie przeczy duchowi i literze rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 242, która mówi m.in. o "niedopuszczalności zdobywania terytorium przez wojnę".

Uznanie przez USA izraelskiego zwierzchnictwa nad Wzgórzami Golan jest zgodne z rezolucjami ONZ - uważają natomiast m.in. amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo i ambasador w USA w Izraelu David Friedman, którzy opublikowali w środę na łamach "Wall Street Journal" specjalny artykuł w tej sprawie.

"Jeśli Izrael nie utrzyma kontroli nad Wzgórzami Golan, Iran, największy światowy sponsor terroryzmu lub jeden z jego pełnomocników zyska strategicznie ważny obszar. Przed światem, a szczególnie UE stoi łatwy wybór: dyktator (...) albo pokojowy i demokratyczny sojusznik. Wciąż jest czas, by wybrać to drugie i do tego wzywamy" - napisali w swym tekście Pompeo i Friedman.

Izrael zajął znaczną część Wzgórz Golan podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku, a następnie w 1981 roku włączył je administracyjnie do swego terytorium. Decyzja ta nie została nigdy zaaprobowana przez wspólnotę międzynarodową. ONZ uważa Wzgórza Golan za okupowane terytorium Syrii. Dekret o uznaniu izraelskiego zwierzchnictwa nad tym terenem prezydent Trump podpisał pod koniec marca.

Izraelskie władze wojskowe nie zaprzeczają, że okresowo dokonują nalotów na cele irańskie i te związane z organizacją Hezbollah na terytorium Syrii. Jest to związane z pogorszeniem sytuacji bezpieczeństwa Izraela. Państwo to nie jest stroną obecnego konfliktu w Syrii, ale uznaje za wrogi reżim w Damaszku, a także wspierający go związany z Iranem libański Hezbollah.