- – oświadczył Zełenski w czwartek na konferencji prasowej.
Wyraził oburzenie, że w związku z tym, iż parlament nie zgadza się na zwolnienie ze stanowiska ministra spraw zagranicznych Pawła Klimkina, on sam – jako głowa państwa – dowiaduje się o działaniach MSZ w sprawie marynarzy z internetu.
- – oświadczył.
Dzień wcześniej ukraińska dyplomacja wyraziła protest, że Rosja nie zastosowała się do orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza (ITLOS) w Hamburgu i nie uwolniła 24 ukraińskich marynarzy, którzy zostali aresztowani przez Rosjan w listopadzie ubiegłego roku.
MSZ w Kijowie poinformowało jednocześnie, że we wtorek rosyjskie MSZ przesłało do Kijowa notę z propozycją, by Ukraina udzieliła gwarancji, że będzie uczestniczyła "w postępowaniu karnym wobec ukraińskich marynarzy w zgodzie z rosyjskim ustawodawstwem". MSZ Ukrainy odpowiedziało, że ta oferta jest nie do przyjęcia i jedynie zaostrza spór w tej sprawie.
24 ukraińskich marynarzy zostało aresztowanych 25 listopada 2018 roku po ataku dokonanym przez siły rosyjskie w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej. Doszło do niego, gdy Ukraińcy próbowali przepłynąć z Morza Czarnego na Morze Azowskie przez łączącą je i kontrolowaną przez Rosję Cieśninę Kerczeńską.
Ukraina uznała incydent w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej za akt agresji. Zgodnie z umowami dwustronnymi Morze Azowskie i Cieśnina Kerczeńska to wewnętrzne terytoria obu państw i oba państwa mają na nich swobodę żeglugi.
Na czwartkowym briefingu Zełenski skomentował także decyzję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy o przywróceniu Rosji pełnego prawa głosu w tej instytucji. ZPRE zawiesiło prawo głosu delegacji rosyjskiej w 2014 roku w związku z aneksją ukraińskiego Krymu i wspieraniem przez Kreml prorosyjskich separatystów w Donbasie na wschodzie Ukrainy.
- – powiedział Zełenski, informując, że rozmawiał o tym z kanclerz Niemiec Angelą Merkel oraz prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.
W środę, ze względu na włączenie delegatów Rosji do ZPRE jego obrady opuściły delegacje: Polski, Ukrainy, Estonii, Litwy, Łotwy, Gruzji i Słowacji. Delegacje poinformowały, że wracają do swoich krajów, aby skonsultować tę sytuację ze swoimi środowiskami politycznymi, rządami i resortami spraw zagranicznych.