Lider konserwatystów zaznaczył jednocześnie, że Wielka Brytania będzie współpracowała ze swoimi sojusznikami "w celu deeskalacji" napięć na Bliskim Wschodzie, które wzrosły po atakach na rafinerie przetwarzające połowę wydobywanej w Arabii Saudyjskiej ropy naftowej.

- Będziemy współpracowali z naszymi amerykańskimi i europejskimi przyjaciółmi nad odpowiedzią, która spróbuje zmniejszyć napięcia w rejonie Zatoki Perskiej - powiedział Johnson dziennikarzom późnym wieczorem w niedzielę, lecąc na doroczną sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

Wcześniej tego dnia szef brytyjskiego MSZ Dominic Raab odmówił wskazania, kto zdaniem Londynu odpowiada za atak z 14 września. Raab powiedział, że biorąc pod uwagę dostępne obecnie informacje za "całkowicie nieprawdopodobną" należy uznać deklarację jemeńskich rebeliantów Huti, że to oni odpowiadają za atak na saudyjskie rafinerie. Jednocześnie Raab oświadczył też, że Arabia Saudyjska ma wszelkie prawo do działania we własnej obronie.

Premier Johnson poinformował ponadto, że w czasie rozpoczynającej się we wtorek sesji ZO ONZ spotka się z prezydentem Iranu Hasanem Rowhanim. Ma również rozmawiać z prezydentem USA Donaldem Trumpem, kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Emmanuelem Maronem. Johnson powiedział, że chce aby wielka Brytania była "mostem między naszymi europejskimi przyjaciółmi i Amerykanami, jeśli chodzi o kryzys w Zatoce Perskiej".

Agencja Associated Press zwraca uwagę, że USA i UE ostro rozeszły się w kwestii tego, jak radzić sobie z Iranem. Francja, Niemcy i Wielka Brytania nadal przestrzegają międzynarodowego porozumienia nuklearnego z 2015 roku mającego na celu ograniczenie ambicji nuklearnych Iranu, ale Trump wyprowadził swój kraj z tej umowy w maju 2018 roku.

Johnson podkreślił, że na napięcia na Bliskim Wschodzie potrzebna jest dyplomatyczna reakcja, ale zastrzegł, że Wielka Brytania rozważy prośbę o pomoc militarną.

Szef Pentagonu Mark Esper ogłosił, że USA wyślą kolejnych żołnierzy i sprzęt w rejon Zatoki Perskiej, aby wzmocnić obronę powietrzną Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich po atakach na saudyjskie rafinerie, o które Waszyngton oskarża Teheran. Nie sprecyzował jednak, ilu żołnierzy zostanie wysłanych w rejon Zatoki Perskiej.

- Będziemy temu uważnie się przyglądać - powiedział Johnson dziennikarzom. - I oczywiście, jeśli Saudyjczycy czy Amerykanie poproszą nas o odegranie roli, wtedy zastanowimy się, w jaki sposób moglibyśmy być przydatni (...) w zależności od tego, jaki będzie dokładny plan - dodał.

Arabia Saudyjska jest największym eksporterem ropy naftowej i drugim po USA producentem tego surowca na świecie.