"Reputacja Władimira Putina jako mistrza taktyki zawsze była przesadzona. Jednak według wszelkich standardów jego decyzja o rozpoczęciu w zeszłym miesiącu wojny cenowej z Arabią Saudyjską na rynku ropy była katastrofalnie opóźniona w czasie. Nastąpiło to kilka dni przed tym, jak pandemia koronawirusa zaczęła zmuszać gospodarki na całym świecie do zamykania się, ograniczając popyt na ropę naftową" - pisze "FT" w komentarzu redakcyjnym.

Reklama

Gazeta wskazuje, że wskutek epidemii rosyjski prezydent musiał odwołać referendum mające zatwierdzić zmiany w konstytucji, które pozwoliłyby mu rządzić przez kolejne dwie prezydenckie kadencje po 2024 r., oraz paradę z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie, gdzie miał nadzieję gościć innych światowych przywódców. Sam Putin przyznał, że Rosja stoi w obliczu większego kryzysu gospodarczego niż w czasie światowej recesji z 2009 r.

"FT" wskazuje, że 150 mld dolarów zgromadzone ze sprzedaży surowców jako rezerwy na czas kryzysu do pewnego stopnia pokryje deficyt, ale te fundusze mogą się wyczerpać szybciej, niż się oczekuje. Natomiast rządowy plan antykryzysowy ma wartość mniej niż 3 proc. PKB, czyli znacznie poniżej tego, co przeznaczyły kraje rozwinięte, ponadto jest on skierowany przede wszystkim do wielkich firm, a nie małych i średnich przedsiębiorstw. W sytuacji gdy dwie trzecie społeczeństwa nie ma oszczędności, w realny sposób będzie to odczuwalne.

"Najnowsze kłopoty pojawiają się w trudnym momencie dla Putina. Kilka lat spadku realnych dochodów, a następnie próby podniesienia wieku emerytalnego w 2018 roku już wcześniej osłabiły poziom aprobaty dla jego działań. Pandemia obnaża chroniczne niedofinansowanie systemu opieki zdrowotnej. Prezydent planował wyjść naprzeciw żądaniom Rosjan domagających się lepszego standardu życia, szkół i opieki zdrowotnej poprzez kosztowne +narodowe projekty+, ale recesja sprawi, że nie będzie można na nie sobie pozwolić" - pisze "FT".

Brytyjski dziennik ocenia, że prawdopodobieństwo, by wirtualne bądź realne protesty rozwinęły się na tyle, by zagroziły władzy Putina, jest znikoma, ale to nie one są dla niego największym niebezpieczeństwem.

"Jednak ruch prezydenta w stronę zmiany zasad, aby mógł się ubiegać o reelekcję w 2024 r., miał na celu częściowo stłumienie manewrów wśród >elit<, które naprawdę utrzymują go przy władzy. Oligarchowie i >sekurokraci<, którzy spoglądają na niego jak na swojego gwaranta, będą obserwować, jak słabnie jego władza. Nawet jeśli prawdopodobnie nie będzie chciał zawrzeć pokoju na Ukrainie - co jest jego sztandarowym projektem w polityce zagranicznej ostatnich lat - jego problemy wewnętrzne mogą sprawić, że Putin nie będzie podejmował żadnych dalszych ekspansjonistycznych przedsięwzięć w najbliższej przyszłości" - uważa "FT".