Centroprawicowa Sojusz Patriotyczny Serbii otrzymał według exit polli 3,9 proc. głosów. Na godzinę przed zamknięciem lokali wyborczych frekwencja wyborcza była o około 7 pkt. procentowych niższa niż podczas wyborów parlamentarnych w 2016 roku i wyniosła około 45 proc. w ocenie niezależnej organizacji pozarządowej CRTA.

Reklama

Niedzielne głosowanie w Serbii to pierwsze wybory jakie odbywają się w Europie po wybuchu pandemii koronawirusa. Pierwotnie były one zaplanowane na kwiecień. Wyniki głosowania nie są zaskoczeniem. Poparcie dla partii rządzącej w przedwyborczych sondażach było wysokie, a większość opozycji zbojkotowała głosowanie w proteście przeciwko zagrożeniu zdrowia i brakowi demokratycznych standardów kampanii.

Opozycyjni politycy i organizacje pozarządowe zajmujące się monitorowaniem działań władzy wielokrotnie oskarżały Vuczicia i jego partię o zapędy autorytarne, używanie przemocy wobec przeciwników politycznych, oszustwa wyborcze, korupcję, nepotyzm i powiązania ze zorganizowaną przestępczością, co zawsze spotykało się z gwałtownym zaprzeczeniem. Kampania wyborcza z powodu ograniczeń przeciwepidemicznych przebiegała głównie w telewizji, przy czym krytycy rządów Vuczicia zarzucają mu m.in. poważne ograniczanie wolności mediów.

Serbia przeszła od bardzo rygorystycznych obostrzeń z powodu pandemii do prawie całkowitego ich zniesienia na początku czerwca według przeciwników prezydenta tylko po to, by Vuczić mógł przeprowadzić wybory - pierwotnie zaplanowane na kwiecień i przełożone z powodu pandemii - i umocnić swoją władzę.