Dziennik Gazeta Prawana logo

"Widziałem w gruzach zabite dziecko"

9 sierpnia 2008, 19:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Dziewczyna, która wróciła z przedmieścia, mówiła, że na ulicach leżą rozerwane ludzkie szczątki. Mieszkańcy Gori kryli się w piwnicach. Widziałem zrujnowane domy, a w jednym z nich zabite dziecko" - pisze we wstrząsającej relacji reporter "Tygodnika Powszechnego". To obraz miasta po rosyjskich nalotach.

Gori, gruzińskie miasto zaatakowane przez rosyjskie samoloty, stanęło w płomieniach. Miasto opanował chaos, są zabici i ranni. "Pojawiły się pierwsze oznaki paniki. Mieszkańcy coraz bardziej obawiają się, że gdy Rosjanie odbiją Cchinwali z rąk gruzińskich - a źródła w Moskwie twierdzą, że to się już stało - armia rosyjska może wejść głębiej na teren Gruzji i uderzyć na Gori, najbliższe większe miasto" - pisze Andrzej Meller z "Tygodnika Powszechnego".

Według reportera w mieście karetki pogotowia ścigały się z wozami pancernymi. W Gori trwa wielka mobilizacja, ale też i ratowanie rannych po rosyjskich nalotach. Ludność cywilna jest przerażona.

"Kiedy przejeżdżaliśmy obok palących się bloków na przedmieściu Gori, kobiety zaczęły histeryzować i płakać. Obok bloków stały niedokończone jeszcze, nowe domy, które też stały się ofiarą rosyjskich bomb.

<Bolszewickie skurwysyny! Ledwo stanęliśmy na nogi po tylu latach, a tu znowu> - krzyczał na cały autobus dziadek, który potem wysiadł w Mcchecie. Autobus gnał ponad 100 kilometrów na godzinę, kierowca i pasażerowie bali się rosyjskiego nalotu" - pisze Meller.

Gruzini coraz częściej krytykują swojego prezydenta Michaiła Saakaszwilego. Jeśli Gruzja sromotnie przegra z Rosją, to może oznaczać koniec gruzińskiego przywódcy. Gruzini jednak nie zamierzają składać broni i deklarują, że będą walczyć do końca.

"Na placu spotkałem znajomego M., którego spotkałem już podczas kaukaskich wędrówek. Jego formacja <Mchedrioni> (gruzińskie siły specjalne) to weterani wojny w Abchazji. <Idziemy dziś do boju> - powiedział. <Dodo jest z nami>. Dodo Magnolia to legenda tej formacji: 55-letnia kobieta i pułkownik sił specjalnych, kobieta, trzykrotnie ranna, która po zakończeniu w latach 90. wojny w Abchazji zajmowała się dywersją na pograniczu rosyjsko-gruzińskim" - opisuje Andrzej Meller.

"Na okolicznych trawnikach spali wycieńczeni młodzi żołnierze w hełmach, którzy uczestniczyli już w walkach. Podeszło do mnie paru chłopców. Zapytali: <Dlaczego Rosjanie nas zabijają? Powiedz światu, że niedługo nas nie będzie, jeśli nie przestaną>" - pisze korespondent "Tygodnika Powszechnego".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj