Dziennik Gazeta Prawana logo

Hugo Chavez wygrywa, ale niezupełnie

25 listopada 2008, 03:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Niedzielne wybory lokalne w Wenezueli zakończyły się zwycięstwem zwolenników Hugo Chaveza, rządzącego krajem od 1999 r. Jednak przegrana jego partii w kilku kluczowych regionach dowodzi, że poparcie dla rewolucji boliwariańskiej zaczyna słabnąć - czytamy w DZIENNIKU.

Głosowanie było pierwszym poważnym sprawdzianem dla Chaveza od czasów przegranego w grudniu 2007 r. referendum o zniesieniu limitu prezydenckich kadencji. Choć ludzie wierni prezydentowi wygrali w weekend w 17 z 22 prowincji kraju, to opozycja zdołała zapewnić sobie władzę w trzech prowincjach, w tym w dwóch najbogatszych i najludniejszych. Jej kandydat wygrał także wybory na burmistrza Caracas.

"Stanowisko burmistrza stolicy uważane jest za drugą według ważności posadę w państwie. Wygrana w Caracas to milowy krok dla opozycji" - komentuje dla DZIENNIKA Julia Buxton, Brytyjka badająca scenę polityczną w Wenezueli z Uniwersytetu w Bradford.

Stan posiadania przeciwników Chaveza mógł być dużo większy, gdyby nie zakaz kandydowania na gubernatorów wydany przez władze dwóm popularnym politykom opozycji. Obaj zdecydowanie prowadzili w sondażach w stanach Yaracuy i Anzoategui, gdy lojalne wobec Chaveza sądy wycofały ich nazwiska z kart do głosowania. "Najważniejsze, że polityczna mapa Wenezueli zaczęła się zmieniać" - komentował wyniki Manuel Roselas, lider opozycji.

Rzeczywiście, do tej pory chavezowcy trzymali władzę w 21 z 22 prowincji. Jednak opozycja wykorzystała coraz większe trudności, z jakimi musi zmagać się prezydent Wenezueli. W ostatnich miesiącach szybuje w górę inflacja, wenezuelski boliwar traci na wartości, w miastach rośnie przestępczość. Jednocześnie w związku z wybuchem kryzysu finansowego na świecie maleje popyt na wenezuelską ropę i dochody z jej wydobycia.

Postępy opozycji mogą okazać się jednak pozorne. Chavez dał bowiem niedawno do zrozumienia, że mianuje nowe władze regionalne, faktycznie pozbawiając władzy opozycyjnych polityków, którzy zwyciężyli w ostatnich wyborach. W niedzielę prezydent brzmiał już znacznie bardziej pojednawczo. "Teraz nikt już nie może powiedzieć, że w Wenezueli panuje dyktatura" - stwierdził z przekąsem, gratulując przeciwnikom wygranej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj