Nikt się nie przyznaje do aktów sabotażu w separatystycznym Naddniestrzu, choć w tym przypadku Ukraina podejrzewa rosyjską prowokację. W poniedziałek ktoś ostrzelał z granatnika siedzibę bezpieki, a wczoraj wysadzono dwie anteny, z których korzystało rosyjskie radio. Mieszkańcy regionu, w większości mający rosyjskie paszporty, rzucili się do ucieczki do Mołdawii właściwej. Akty sabotażu zbiegły się z zapowiedziami Rosjan o chęci odcięcia Ukrainy od Morza Czarnego i dojścia do Naddniestrza.
Reklama

Ukraina zajmie Naddniestrze?

W ubiegłym tygodniu rosyjski gen. Rustam Minniekajew powiedział, że celem operacji powinno być dojście do Naddniestrza. Na prokremlowskich kanałach na Telegramie pojawiły się nieprawdziwe informacje o szykowanym przez Polskę, Mołdawię i Rumunię ataku na Naddniestrze oraz oskarżenia o dyskryminację rosyjskojęzycznych Mołdawian. Wczoraj szef samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Denys Puszylin oświadczył, że „w związku z wydarzeniami w Naddniestrzu i ostrzałem rosyjskich obwodów należy przystąpić do kolejnego etapu operacji”. Ukraińscy publicyści rozważali wkroczenie do regionu, zwrócenie go Mołdawii i wzięcie do niewoli rosyjskiego kontyngentu, jednak dominująca opinia jest taka, że oznaczałoby to agresję na suwerenne terytorium Mołdawii i groziłoby problemami w relacjach z Zachodem.
Reklama