11:30 w sobotę - Gaza. Nad miastem pojawia się eskadra izraelskich F-16. Świadkowie przekonują, że jest ich co najmniej 80. Na budynki rządzącego Strefą Hamasu, koszary i posterunki policji spada grad bomb. Na południu samoloty niszczą podziemne tunele, którymi szmuglowana jest broń. Wiele pocisków trafia jednak również w meczety, sklepy, szpitale i zwykłe domy. W liczącej nieco ponad 1,5 mln. mieszkańców Strefie Gazy wybucha chaos. Izrael zapowiada, że to dopiero początek. Gaza nie zazna spokoju dopóki Hamas nie straci ochoty do nękania Państwa Żydowskiego - przekonują władze w Jerozolimie.

Reklama

"Gdy tylko zaczęły spadać bomby, otworzyłem wszystkie okna. Nie chciałem, by poraniły nas odłamki szyb pękających od wybuchów w okolicy. Teraz jesteśmy już bezpieczni, ale czuję się jak żywy trup" - relacjonował tuż po pierwszej fali nalotów mieszkający w Gazie Sami Abdel-Szafi. Zaledwie dwieście metrów od jego domu znajduje się posterunek palestyńskiej policji kontrolowanej przez Hamas. Teraz pozostały z niego tylko ruiny. Nad miastem wielkości Gdańska od soboty wiją się kłęby czarnego dymu. Ludzie wyciągają rannych ze zwałów gruzu i zmiażdżonych aut. Jedyne pojazdy na pustych ulicach półmilionowej Gazy to pędzące na sygnale "ambulansy" - osobowe kombi z namalowanymi po arabsku szpitalnymi oznaczeniami. Świadkowie opowiadają, że ulice są szare od pyłu i zapachu spalenizny, który utrudnia oddychanie. W części miasta nie ma prądu.

"Nad naszymi głowami przez cały czas krążą samoloty. Bombardują gdzie popadnie, bez ostrzeżenia. Wszędzie czuć śmierć" - mówi w rozmowie z nami Ejad el-Sarradż, lekarz z Gazy. "Brakuje narzędzi chirurgicznych, personel nie nadąża z kolejnymi zabiegami, nie mamy także wystarczającej ilości leków. Szpital cały czas potrzebuje krwi do transfuzji" - dodaje.

"Bomby uszkodziły miejski szpital. Tymczasem na salach operacyjnych wciąż przybywa rannych. Wielu z nich leży na korytarzach" - relacjonuje w rozmowie z nami Jusef Alhelu, reporter Ramattan News Agency w Gazie.

Najkrwawsze jak do tej pory żniwo przyniósł nalot na Szkołę Policji. W momencie ataku na placu apelowym przed budynkiem ponad setka świeżo upieczonych oficerów policji odbierała odznaki.Przez cały weekend w arabskojęzycznych telewizjach pokazywano obrazki z bombardowanej Gazy. Nikt nie ma złudzeń: Izrael znów naraził się na gniew świata islamu, dla którego istnienie Państwa Żydowskiego jest nie do przyjęcia. Jerozolima nie zamierza jednak zmieniać swoich planów.

"Możliwe, że zostanie przeprowadzona operacja naziemna przeciwko Hamasowi w Strefie Gazy" - mówił wczoraj, cytowany przez swego rzecznika, izraelski minister obrony Ehud Barak. "Jesteśmy przygotowani na wszystkie ewentualności. Jeśli będzie trzeba, skierujemy oddziały do obrony naszych obywateli" - dodawał. Jerozolima ma jeden cel: zniszczyć Hamas, który zrywając w ubiegłym tygodniu rozejm zapowiedział falę ataków na Izrael.

"Przez 8 lat znosiliśmy ataki rakietowe i ciągłe zagrożenie. Wreszcie miarka się przebrała" - komentuje w rozmowie z nami były szef izraelskiego wywiadu Mossad Szabtaj Szawit. Jak pisze we wczorajszym wydaniu dziennik "Jerusalem Post" do niedzieli udało się zniszczyć 50 proc. arsenałów Hamasu. Wielu analityków przekonuje jednak, że efekt bombardowań może być odwrotny od zamierzonego. Choć radykałowie stracą wielu swoich żołnierzy i uzbrojenia, wyrosną na bliskowschodniego męczennika, który stawił czoła "oprawcy". Hamas już teraz prowadzi kampanię propagandową, w której eksponowane są głównie cywilne ofiary operacji.

"Palestyńczycy nigdy nie byli ofiarami straszniejszej masakry" - mówił wczoraj lider Hamasu Ismail Hanija.

Współpracownicy Hanii nie muszą się zresztą nawet za bardzo wysilać, by przekonać świat, że za cierpienia cywilów odpowiada właśnie Izrael. W ciągu zaledwie dwóch dni zginęło blisko trzysta osób. W Gazie nie ma zachodnich reporterów. Większość relacji idzie w świat za pośrednictwem nieprzychylnie nastawionych do Izraela mediów. Co więcej, Hamas od soboty nie pozwala rannym Palestyńczykom na przejście do Egiptu, co tylko zwiększy liczbę ofiar i niechęć wobec Izraela.

"Czekamy na przejście przez granicę rannych Palestyńczyków. Nie pozwalają im przejść przez granicę" - mówił minister spraw zagranicznych Egiptu Ahmed Abul Gheit.

Reporterzy dziennika "Jerusalem Post" piszą o oddziałach zwiadu, które mają przygotować grunt do wkroczenia ciężkich czołgów Merkawa. "Na północnej granicy Strefy stoi coraz więcej izraelskich czołgów i transporterów. Inwazja może się rozpocząć w każdej chwili" - potwierdzał w rozmowie z DZIENNIKIEM Jusef Alhelu.