Amnesty International napisała w czwartkowym raporcie, że wojsko ukraińskie narusza prawo konfliktów zbrojnych rozmieszczając sprzęt i uzbrojenie w szkołach, szpitalach i dzielnicach mieszkalnych, a także przeprowadzając ataki z terenów gęsto zaludnionych. - napisano w raporcie.
W reakcji na ten dokument doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak oświadczył, że Amnesty International bierze udział w rosyjskiej kampanii propagandowej i dezinformacyjnej, zaś szefowa ukraińskiego oddziału AI Oksana Pokalczuk zrezygnowała ze stanowiska, nazywając raport .
Amnesty International wyraziła , ale - jak zastrzegła - - oznajmiła AI.
Materiały zbierane w więzieniach i "obozach filtracyjnych"
Ukraińskie Centrum Komunikacji Strategicznej zarzuciło jednak AI, że większość materiałów do raportu uzyskano od osób ewakuowanych na czasowo niekontrolowane terytoria Ukrainy: terytorium obwodów donieckiego i ługańskiego czy Krymu. Materiał, jak twierdzi Centrum, był gromadzony na terenie obozów filtracyjnych i więzień, a zatem wśród osób, które
Centrum Komunikacji Strategicznej stwierdziło, że uzyskane w ten sposób informacje nie powinny były być wykorzystywane przez Amnesty International. - zauważono.
" - twierdzi Centrum.
Burza po opublikowaniu raportu
Raport Amnesty International został opublikowany 4 sierpnia. Stwierdzono, że Siły Zbrojne Ukrainy, łamiąc prawo humanitarne i prawa wojenne, tworzą bazy na obszarach mieszkalnych, w tym w szkołach i szpitalach. Organizacja zauważyła, że ta praktyka "w żaden sposób nie usprawiedliwia masowych ataków rosyjskich".
Na Ukrainie raport wywołał oburzenie wśród polityków, obrońców praw człowieka i dziennikarzy. Prezydent Wołodymyr Zełenski oskarżył organizację o
Ukraińskie biuro Amnesty stwierdziło, że nie było zaangażowane w tworzenie raportu. Oksana Pokalczuk, szefowa ukraińskiego biura AI, zrezygnowała po opublikowaniu raportu, mówiąc, że ona i kierownictwo Amnesty International