Nocny atak na cele wojskowe ruchu Huti w Jemenie

W nocy z czwartku na piątek Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, przy nieoperacyjnym wsparciu Holandii, Australii, Kanady i Bahrajnu, rozpoczęły atak z powietrza i morza na cele wojskowe Huti w Jemenie, rebelianckiego ruchu, który odpowiada m.in. za napaści wobec statków na Morzu Czerwonym.

Reklama

Rzecznik irańskiego resortu spraw zagranicznych, Nasser Kannani, stwierdził, że "ataki [USA i Brytyjczyków] są wyraźnym naruszeniem suwerenności i integralności terytorialnej Jemenu, a także naruszeniem prawa międzynarodowego". Jak dodał, ataki te przyczynią się jedynie do braku bezpieczeństwa i niestabilności w regionie.

Prezydent USA Joe Biden zadeklarował, że jego kraj nie będzie tolerować tego typu agresji ze strony rebeliantów. Z ust amerykańskich polityków płyną słowa, że jakkolwiek USA nie dążą do eskalacji przemocy w regionie, to zarazem są zobligowane do powstrzymania agresji militarnej wobec amerykańskiego wojska, jak również do przywrócenia swobody żeglugi na Morzu Czerwonym. Z kolei amerykańscy wojskowi oskarżają Iran o udostępnianie bojownikom Huti lokalizacji statków, dzięki którym udaje się później przeprowadzić skuteczne ataki.

Rebelianci z szyickiego ruchu Huti, wspieranego przez Iran, swoje ataki na statki, a także ostrzał Izraela, motywują zbrodniczą ich zdaniem wojną w strefie Gazy, jaką rząd Benjamina Netanjahu prowadzi z terrorystycznym ugrupowaniem palestyńskim Hamas.

Choć cele Huti obejmują przede wszystkim przejęcie kontroli w Jemenie - obecnie okupują jego północną część - to organizacja ta jest częścią tzw. osi oporu - antyizraelskiego i antyzachodniego sojuszu lokalnych milicji i bojówek (w tym Hamasu, libańskiego Hezbollahu), wspieranych przez Iran. Hasłem Huti jest "Śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi, przekleństwo Żydom i zwycięstwo islamu". Stąd atak na Huti może być traktowany jako pośrednie uderzenie w Iran, co z kolei może przyczynić się do dalszego wzrostu napięcia w regionie.

Reklama

Generał Roman Polko: Przed terrorystami trzeba się bronić

Na pytanie, czy wobec ostatnich wydarzeń w Jemenie grozi nam eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie do stanu wojny, np. USA z Iranem, generał Roman Polko, były dowódca GROM i były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, uspokaja: "To raczej nie jest początek wojny, ale działania antyterrorystyczne". Widać wyraźnie, że z Jemenu wyprowadzone są ataki przez terrorystów, które tak naprawdę uderzają w handel i możliwość swobodnej żeglugi. W jakiś sposób trzeba się bronić - przekonuje gen. Polko.

Zdaniem wojskowego działania, które podejmują Amerykanie, nie są czynione po to, by "rozpętać piekło w tamtym rejonie". To są działania konieczne, żeby rzeczywiście stabilizować sytuację - mówi Polko.

Tuż przed operacją liczne wizyty w krajach regionu odbył sekretarz stanu USA Anthony Blinken. Pytany o to, czy Blinken mógł dostać zielone światło, m.in. od Arabii Saudyjskiej, na przeprowadzenie operacji wobec Huti, generał nie ma wątpliwości. Wszelkie tego typu działania już praktyczne, bojowe, które są realizowane, poprzedzone są ofensywą dyplomatyczną - tłumaczy były szef BBN. To nie jest tak, że Amerykanie sami podejmują działania. Oni podchodzą z dużą ostrożnością; chcą z chirurgiczną precyzją prowadzić tę operację, uzgadniając je z krajami regionu, które są zainteresowane stabilizacją tego obszaru - przekonuje generał Roman Polko.

Gen. Polko o skomplikowanej układance na Bliskim Wschodzie

Naszego rozmówcę niepokoi inna kwestia. Zwykle jednak terroryści nie dysponują bronią rakietową - zauważa były szef BBN i wskazuje na Iran jako państwo, które wedle wszelkiej dostępnej wiedzy dozbraja ruch Huti.

Na Bliskim Wschodzie toczy się wiele wojen - tłumaczy generał. Ta układanka nie jest zerojedynkowa. Patrzymy często na ten region jako konflikt cywilizacji zachodniej, czy wojnę Izraela ze światem muzułmańskim bądź arabskim, a to tak nie wygląda -tłumaczy gen. Polko.Przypomina, że w samym Jemenie obok rebeliantów z Huti, wspieranych przez Iran, wciąż funkcjonuje legalny rząd, który cieszy się wsparciem Arabii Saudyjskiej. Od lat takie kraje jak Arabia Saudyjska, Egipt, Jordania, Sudan czy Pakistan próbują tę sytuację uporządkować, to się jednak nie udaje - mówi.

W kontekście konfliktu Izraela z Hamasem w Strefie Gazy generał Polko przypomina, że nie tak dawno byliśmyblisko normalizacji relacji izraelsko-arabskich. Terroryści z Hamasu, Hezbollahu i Huti stworzyli koalicję, która ma destabilizować ten gorący bliskowschodni tygiel . W takim chaosie wszystkie te organizacje czują się bardzo dobrze.

Zdaniem generała Polko potrzebne są zdecydowane, bardziej ofensywne działania Organizacji Narodów Zjednoczonych. Sama wiara w to, że Iran będzie sytuację w regionie stabilizował, nie wystarczy. Chodzi raczej o powstrzymanie działań irańskich. To Iran jest tym krajem, który inspiruje i destabilizuje region. Krajem terrorystycznym, co nie wszyscy przyjmowali do wiadomości - ocenia Polko.

Generał zwraca uwagę na jeszcze jeden, istotny aspekt konfliktu. Są nim kwestie energetyczne. Wszelka niestabilność w regionie [Bliskiego Wschodu] bardzo mocno oddziałuje na rynki. Tacy gracze jak Rosja na tym zyskują - wzrost ceny surowców wpływa na to, że ich ekonomia się odbudowuje - mówi Polko.

Tomasz Mincer