Dowódca białoruskiego Dowództwa Operacyjnego Północny-Zachód Aleksandr Naumienko powiedział, że "obecnie sytuacja w rejonie północno-zachodniej granicy Białorusi pozostaje trudna, a napięcia mogą eskalować".

Reklama

Świadczyć ma o tym "budowa obiektów inżynieryjnych, w tym rowów przeciwczołgowych i stanowisk strzeleckich po drugiej stronie granicy z Białorusią", w krajach bałtyckich: na Litwie, Łotwie i w Estonii.

Łukaszenka: I tak zrobimy…

Powiem to publicznie: każda prowokacja musi być stłumiona siłą zbrojną. Bez żartów! Ci, którzy naruszają granicę państwową, powinni zostać zniszczeni. I tak zrobimy - powiedział Łukaszenka. Ci, którzy naruszają granicę państwową, powinni zostać zniszczeni. Rozumieją tylko siłę - dodał.

Czy oni naprawdę myślą, że my i Rosjanie planujemy ich zaatakować? Po co mieliby kopać rowy przeciwczołgowe… Nie zamierzamy tam jechać - zaznaczył.

Przestrzegł jednak: - Nie powinniśmy tracić czujności. Wiemy na pewno, że jeśli stracimy czujność, zaatakują nas. Nie miej co do tego wątpliwości. Ale my tam nie pojedziemy - podkreślił Łukaszenka.

Reklama

"Sytuacja trudna, napięcie może eskalować"

Jak szacuje Naumienko, kontyngenty wojskowe państw NATO w Estonii, na Łotwie i Litwie obejmują ok. 7700 osób i - jak się wyraził - jednostki wojskowe w państwach bałtyckich i Polsce, "są zaangażowane w szkolenie operacyjne i bojowe" i "mogą być wykorzystywane do prowadzenia akcji prowokacyjnych w pobliżu granicy z wykorzystaniem grup dywersyjno-rozpoznawczych i nielegalnych formacji zbrojnych".