Jak podaje "WSJ" w oparciu o dane handlowe, Rosja w ubiegłym roku sprowadziła ponad 3 tys. ton nitrocelulozy, niemal dwa razy więcej niż w okresie przed inwazją na Ukrainie. Zrobiła to zarówno dzięki zwiększeniu dostaw z Chin, jak i w dużej mierze sprowadzając ją z Zachodu i Tajwanu. Robi to m.in. za pośrednictwem jednej tureckiej firmy Noy İc Ve Dis Ti̇caret, która odpowiada za ponad jedną trzecią całości importu tego środka.

Reklama

Kluczowa zawartość azotu? Nie dla Rosjan…

Zarejestrowana w Stambule spółka kupiła te materiały m.in. od niemieckiej filii amerykańskiej firmy International Flavors & Fragrances czy firmy z Tajwanu TNC Industrial. Przedstawiciele obu firm twierdzą, że nie byli świadomi reeksportu sprzedawanych przez nie materiałów i że ich nitroceluloza ma zbyt niską zawartość azotu, by miała wojskowe zastosowanie. Cytowany przez dziennik ekspert think tanku RAND Bradley Martin twierdzi jednak, że niskoazotowa nitroceluloza może być wzbogacona do zastosowania przy produkcji amunicji.

Turecka firma Noy nie skomentowała doniesień, podobnie jak turecka ambasada w Waszyngtonie.

Nitroceluloza na liście

"WSJ" odnotowuje, że amerykański resort handlu w grudniu ub.r dodał nitrocelulozę do listy kontrolowanych towarów i że banki i inne instytucje finansujące handel nią są narażone na sankcje.

Wiceszefowa resortu Thea Rozman powiedziała dziennikowi, że trwają prace nad odcięciem Rosji od dostaw nitrocelulozy.

Podczas gdy Rosja zdołała podwoić import substancji od zachodnich producentów, na świecie panuje niedobór nitrocelulozy, który spowalnia wysiłki państw NATO nastawione na zwiększenie produkcji amunicji artyleryjskiej. "WSJ" zauważa, że w zwiększenie produkcji materiału na potrzeby przemysłu zbrojeniowego zainwestowała m.in. Polska.