Przedwyborcza rywalizacja z każdym dniem nabiera rumieńców. Kandydaci na prezydentów miast przerzucają się oskarżeniami, składają obietnice i wytykają wpadki rywali. Niezależnie jednak od politycznych barw, wielu z nich łączy jedno – niechęć do spółek firm deweloperskich.
– – takim oświadczeniem swoją kampanię rozpoczął Jarosław Wałęsa, wspólny kandydat PO i Nowoczesnej na prezydenta stolicy Trójmiasta.
Podobne tematy podejmuje też Patryk Jaki, kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta stolicy. – – grzmiał na niedawnym spotkaniu z mieszkańcami Bemowa.
O tym, że czas skończyć z dominacją deweloperów na rynku mieszkaniowym i bardziej promować budownictwo komunalne, mówią też przedstawiciele SLD, dla którego wybory samorządowe to szansa na powrót do wielkiej polityki.
„Antydeweloperski” klimat coraz bardziej niepokoi przedstawicieli branży. – – przekonuje nas przedstawiciel jednej z firm deweloperskich. Jego zdaniem coraz liczniejsze nawoływania polityków dotyczące tej branży to „populizm i przypinanie łatek”. – – twierdzi nasz rozmówca. – – przekonuje.
Czyżby? Ataki na deweloperzów spowodowane są często tym, co oni sami robią. I nie chodzi tylko o kontrowersyjne wykupy działek czy udział w dzikiej reprywatyzacji, lecz także to, jaki wpływ na miasto mają już zrealizowane inwestycje i jak kształtują się relacje dużych spółek z samorządowcami.
Jak wynika z najnowszego opracowania Centrum Monitoringu Rozwoju Warszawy (CMRW) pt. „Analiza biurowych miejsc parkingowych, czyli jak deweloperzy korkują Warszawę”, firmy budowlane – aby przypodobać się najemcom – projektują dużo więcej miejsc parkingowych niż przewiduje miejscowe prawo. Z kolei urzędnicy – obawiając się konfrontacji z wielkimi koncernami – zazwyczaj przystają na ich wnioski. Taki układ cementuje korkowanie się miast. – – podają autorzy opracowania.
CMRW przypomina, że w październiku 2006 r. stołeczni radni podjęli uchwałę ograniczającą liczbę budowanych miejsc parkingowych w nowych projektach biurowych. Pracownicy biur, za sprawą ograniczonego dostępu do parkingów, mieli przesiąść się z samochodów osobowych do transportu publicznego, co jest spójne z europejskimi standardami mobilności w metropoliach. Ale i tak licznie wydawane decyzje o warunkach zabudowy (słynne patologiczne wuzetki) ignorują te przepisy. – W efekcie inwestorzy rekordziści przekraczają założenia uchwały Rady Warszawy z 2006 r. nawet o 150 proc. – podaje CMRW.
Jako przykład autorzy raportu wskazują belgijską spółkę Ghelamco i jej inwestycję Warsaw Spire (jeden z najwyższych wieżowców w Europie). – – podaje CMRW. Liderem przekroczenia norm jest projekt Senator, zlokalizowany w ścisłym centrum Warszawy (okolice pl. Bankowego). – – podają autorzy opracowania.
Co na to spółka? Zapewnia, że miejsca parkingowe w przypadku Warsaw Spire wyliczono zgodnie z prawem, zaś duża część parkingu pod wieżowcem jest dostępna publiczne (za opłatą może zaparkować tam każdy mieszkaniec). W przypadku Senatora, Ghelamco zwraca uwagę, że obiekt był budowany na podstawie planu miejscowego z 2001 r., który nakazywał stworzenie min. 20 miejsc postojowych na 1 tys. mkw. –– podaje biuro prasowe spółki.
Podobne zarzuty kierowane są w stronę słowackiego dewelopera HB Reavis. Jak podaje CMRW, aż o ponad 60 proc. więcej, niż zakłada uchwała rady miasta, będzie miała najlepiej zlokalizowana inwestycja tego dewelopera – wieżowiec Varso (zamiast 700 miejsc parkingowych, spółka buduje 1100 miejsc parkingowych). – – wskazują autorzy raportu. – – mówi Grzegorz Strutyński z HB Reavis.
Za granicą podejście jest odmienne. Na przykład w Londynie 72-kondygnacyjny wieżowiec The Shard ma tylko 48 miejsc parkingowych, a 38-piętrowy The Scalpel – tylko jedno, dla osób niepełnosprawnych.