Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyrzucił dziecko przez okno. Ma wyrok

25 stycznia 2010, 16:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Z drugiego piętra kamienicy na warszawskiej Pradze wyrzucił nowo narodzone dziecko. Był kompletnie pijany. Maleństwo, które upadło na chodnik, umarło potem w szpitalu. Dziś stołeczny sąd skazał Zbigniewa W. na 25 lat więzienia. Mężczyzna tłumaczył się, że myślał, iż wyrzuca kota.

Do dramatu doszło w lipcu 2008 roku. "Sąd uznał, że nie może być nic gorszego niż pozbawienie życia dziecka" - powiedział broniący Zbigniewa W. mecenas Paweł Wasylkowski. Wyrok jest nieprawomocny. Jak zaznaczył obrońca, decyzję o ewentualnej apelacji podejmie po rozmowie z klientem i zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem sądu.

Zbigniew W. w sprawie przyznał się do winy, ale w toczącym się procesie skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytania. We wcześniejszych zeznaniach twierdził, że nie wiedział, iż wyrzuca dziecko. Wspominał, że zdenerwował się, gdy zobaczył, że żona "ma coś między nogami"; myślał, że to kot.

O wyrok 25 lat pozbawienia wolności wnosił prokurator, obrona wnioskowała w sprawie o "możliwie najłagodniejszy wymiar kary". Jak poinformował Wasylkowski, Sąd Okręgowy dla Warszawy-Pragi ocenił jednak, że bezspornie udało się ustalić stan faktyczny sprawy, a tłumaczenia oskarżonego to przyjęta przez niego linia obrony.

W swej mowie końcowej w ubiegłym tygodniu prokurator wskazywał, że zgromadzony materiał dowodowy pozwala podważyć tłumaczenia oskarżonego. Podkreślił, że z zeznań świadków jednoznacznie wynika, że W. nie chciał tego dziecka, nie interesował się nim i kwestionował swoje ojcostwo. Nigdy też nie był z żoną u lekarza. Przekonywał również, że w chwili popełnienia przestępstwa oskarżony nie był tak pijany, jak zeznawał, bowiem zaraz po wyrzuceniu dziecka zamknął okno, a w mieszkaniu zacierał ślady porodu.

Zdaniem prokuratury, w chwili zatrzymania oskarżony celowo udawał, że śpi, aby umniejszyć w ten sposób swoją winę i zrzucić wszystko na karb upojenia alkoholowego. Z zeznań policjantów, którzy byli na miejscu zdarzenia wynika, że widzieli oni przemieszczający się w mieszkaniu cień. Zdaniem prokuratury mógł to być wyłącznie oskarżony, bowiem pozostałe osoby przebywające w mieszkaniu - matka i babka dziecka - były nietrzeźwe i spały.

Prokurator wskazywał też w czasie procesu, że dziecko urodziło się zdrowe i miało szanse na normalne życie, bo matka nosiła się z zamiarem oddania go do adopcji. Biegli psychiatrzy nie stwierdzili u Zbigniewa W. choroby psychicznej ani upośledzenia umysłowego, które nie pozwalałoby mu na ocenę czynu. Przyznali jednak, że ma on ograniczone zaburzenia osobowości oraz zespół uzależnienia od alkoholu z cechami psychodegeneracji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj