DGP dotarł do założeń, które opracował zespół pod kierownictwem rekomendowanej przez lewicę Leny Bretes, szefowej TVP Poznań i pełnomocnika zarządu TVP ds. oddziałów regionalnych. Według naszych informacji jej koncepcja zakłada oszczędności rzędu kilkudziesięciu milionów złotych.
Rocznie utrzymanie wszystkich szesnastu ośrodków regionalnych kosztuje TVP ok. 400 mln zł. W każdym z nich zatrudnionych jest ok. 50 – 60 osób. Dziennie każdy produkuje 3,5 godziny programu. Co by się zmieniło po tej reformie? – Musiałbym zwolnić jakieś 40 osób i zostałoby nam tylko do produkcji jakieś 20 minut programu newsowego – mówi jeden z dyrektorów oddziału, który zostałby zdegradowany w nowej strukturze. Każdy z tych ośrodków wyposażony jest w najlepszej jakości drogi sprzęt, jak wozy satelitarne czy kamery HD.
Ale nie to jest największą przeszkodą w realizacji planu oszczędnościowego. Do tego dochodzą spory geograficzne i polityczne. Dlaczego nie wybrano żadnego z ośrodków na wschodzie Polski, w tym Warszawy? Te pytania pojawiają się w samym zarządzie TVP, który jeszcze nie wypowiedział się ostatecznie w kwestii tego pomysłu.
Ale już widać, że zdecydowanym przeciwnikiem tego planu jest PiS. – Proszę sobie wyobrazić marginalizację TVP Kielce czy TVP Rzeszów w regionach, które są dziś ostoją PiS – mówi jeden z menedżerów na Woronicza.
Szanse na tak radykalną reformę terenowej struktury TVP przed wyborami samorządowymi są niemal żadne. – Jeżeli chodzi o mnie, to nie ma zgody na taki podział. Ośrodki regionalne to płuca telewizji, trzeba zrobić wszystko, żeby je uratować – mówi Przemysław Tejkowski, wiceprezes TVP. Protestuje także telewizyjna „Solidarność”.
Zarząd uważa, że trzeba w tej sprawie rozmawiać z samorządami i władzami regionalnymi, ale przede wszystkim z politykami. O czym? – O współpracy i pomocy finansowej. Ośrodki muszą pozostać w takim kształcie, w jakim istnieją – uważa Tejkowski.
Bo całkiem zlikwidować ich się nie da – to, że TVP ma 16 ośrodków regionalnych, zapisano w ustawie o radiofonii i telewizji.