W piątek przed wrocławskim sądem dobiegł końca proces w tej sprawie. Wyrok zostanie ogłoszony w maju.

Terka od 2002 r. jest w śpiączce z powodu zaniedbań ordynatora jednego z wrocławskich szpitali, który przeprowadzał operację tarczycy. Operacja przebiegła pomyślnie, ale później pojawiły się problemy.

Monika Berestecka, reprezentująca Wiesławę Terkę powiedziała PAP, że proces cywilny rozpoczął się w 2008 r. i początkowo Wiesława Terka domagała się: miliona zł zadośćuczynienia, 600 tys. zł odszkodowania oraz 8 tys. zł miesięcznej renty. W toku procesu zmieniła jednak roszczenie dotyczące renty.

Reprezentujący Urząd Marszałkowski mec. Artur Nowicki prosił sąd o oddalenie sprawy lub umiarkowane spełnienie oczekiwań Terki. "Tragedia się stała. Nikt tego nie podważa, ale tego nie da się wycenić. Dlatego też proszę uwzględnić, że roszczenia będą zaspakajane ze środków publicznych" - mówił Nowicki.

Na samym początku procesu cywilnego sędzia zobowiązała Urząd Marszałkowski do wypłacania Edycie 4 tys. zł renty miesięcznie do czasu rozstrzygnięcia sprawy. "Cieszy mnie taka decyzja sądu, choć szczęśliwa bardzo nie jestem. Te pieniądze są nam bardzo potrzebne. To oznacza, że przestaniemy pożyczać i żyć na kredyt z Edytą" - mówiła wtedy PAP Wiesława Terka.

Terka w 2002 r. poddała się operacji tarczycy w jednym z wrocławskich szpitali, który już nie istnieje. Operacja przebiegła bez problemów. Przeprowadzał ją ordynator oddziału chirurgicznego Ryszard M.

Kilka godzin po operacji pacjentka zaczęła się skarżyć na coraz większe kłopoty z oddychaniem. Podczas nocnego dyżuru zajmował się nią lekarz Ryszard S. Gdy schodził z dyżuru, poinformował o stanie kobiety konsylium lekarskie. Wkrótce u pacjentki doszło do zatrzymania krążenia i niedotlenienia mózgu. Jak się okazało podczas ponownej operacji - z powodu krwiaka, który blokował przepływ krwi. Terka po tej operacji do dziś jest w śpiączce, w stanie wegetatywnym. Kobieta ma dwoje dzieci, którymi zajmuje się teściowa. Samą Edyta zajmuje się - obecnie mocno schorowana - matka.

O narażenie na utratę zdrowia Edyty Terki oskarżony był chirurg z 20-letnim stażem Ryszard M. - skazany przez sąd I instancji na pół roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Natomiast drugi lekarz z 8-letnim stażem Ryszard S., który zajmował się kobietą po operacji, został przez sąd I instancji uniewinniony.

Zdaniem sądu Ryszarda M. zgubiła rutyna, może pośpiech. Feralnego dnia lekarz, gdy Terka po operacji skarżyła się na kłopoty z oddychaniem, nie zajął się nią. M. wyszedł na kilka godzin ze szpitala. Spieszył się z matką na wizytę kontrolną do kardiologa. Sąd, powołując się na opinię biegłych lekarzy wyjaśnił, że krwiak, który początkowo utrudniał oddychanie pacjentce, aby na koniec zatrzymać krążenie, jest dość częstym powikłaniem pooperacyjnym. A zatem to co działo się z pacjentką nie powinno być żadnym zaskoczeniem dla lekarzy.

W październiku 2008 r. wrocławski sąd podtrzymał wcześniejszy wyrok dla Ryszarda M. Jednocześnie sąd zwrócił do ponownego rozpatrzenia sprawę dotyczącą drugiego lekarza, który został uniewinniony.

















Reklama