Do końca życia w więzieniu siedzieć będą Robert Pazik, pseudonim Pedro oraz Sławomir Kościuk. To oni zabili Krzysztofa. Pazik nałożył chłopakowi na głowę foliową torebkę. Potem tłukł go łopatą. Kościuk wrzucił ciało Krzysztofa do wykopanego dołu.
Sześciu pozostałych oskarżonych dostało od roku do 15 lat więzienia. Jednego sąd uniewinnił.
"Ci, którzy zrobili to Krzysiowi, zasługują tylko na śmierć. A i to dla nic za mało!" - mówił Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego chłopaka. "Nasz świat się zawalił. Wszystko straciło już sens. Jesteśmy wrakami ludzi" - przyznawał w rozmowie z "Faktem".
Tragedia rodziny Olewników zaczęła się w październiku 2001 roku. Rodzice nie mogli dodzwonić się do Krzysztofa, który dzień wcześniej urządził przyjęcie w domu pod Płockiem. Okazało się, że chłopaka nie ma. W domu było pełno krwi. Natychmiast zaalarmowali policję.
"Tato, to uprowadzenie. Chcą okupu" - usłyszał drżący głos syna w słuchawce pan Włodzimierz, gdy nocą odebrał telefon. Porywacze zaczęli dzwonić coraz częściej. W słuchawce puszczali nagrany na dyktafon głos Krzysztofa. Żądali coraz większych kwot za uwolnienie chłopaka. W końcu stanęło na 300 tysiącach euro.
"Zapłaciliśmy, ale syn nie wrócił. Telefony i listy z instrukcjami skończyły się" - opowiadał załamany Włodzimierz Olewnik.
Jak ustaliła policja, porywacze od początku chcieli zabić Krzysztofa. Przez dwa lata trzymali go w betonowej studni, skrępowanego łańcuchem, bili i faszerowali środkami psychotropowymi. Gdy tylko dostali pieniądze, postanowili wykonać wyrok. Najpierw wrzucili chłopaka do dołu z szambem. Czekali, aż umrze. Ale Krzysztof wytrzymał tam dwa tygodnie. Wtedy oprawcy zarzucili mu na głowę foliowy worek i zatłukli łopatami. Zmasakrowane ciało zakopali w lesie.
Rodzina Olewników przez lata zmagała się nie tylko z tym dramatem. Mama Krzysztofa skarżyła się "Faktowi", że walczyli również z opieszałością policji. "Porywacze do nas dzwonili. Rozmawiali po 10, 15 minut. Podrzucali listy. A mundurowi próbowali nam wmówić, że nasz syn upozorował swoje porwanie" - mówiła Ewa Olewnik.
Zrozpaczeni rodzice 25-latka szukali pomocy nawet u prywatnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który za pomoc w odnalezieniu syna wziął od nich prawie milion złotych - pisał
"Fakt". Niestety, Rutkowski nie pomógł Olewnikom.
. Prokuratura ustaliła, że to on kierował całą akcją porwania Krzysztofa. Wydał też wyrok na porwanego
. Jest oskarżony o morderstwo Krzysztofa Olewnika. To on miał nałożyć na głowę porwanego foliową torebkę i tłuc go łopatą
Oskarżony o morderstwo porwanego. To prawdopodobnie on jako pierwszy zaczął sypać swych kompanów. To także on wrzucił ciało 25-latka do wykopanego dołu
. Według prokuratury pomagał w porwaniu Krzysztofa Olewnika, a potem wiązał chłopaka krowim łańcuchem
. Osobiście nadzorował porwanie Krzysztofa Olewnika z jego domu. Ustalono też, że bił 25-latka i go głodził
. Miał kontaktować się z rodzicami porwanego chłopaka i podać im miejsca, w których mają złożyć okup
. Policja ustaliła, że katował 25-latka, bijąc go pięściami i kopiąc po głowie. To on kopał dół w lesie, gdzie wrzucono ciało porwanego
. Telefonował do rodziny, domagając się okupu i wyznaczał miejsca jego złożenia. Udowodniono mu, że znęcał się nad porwanym
. Prawdopodobnie wpadł na pomysł wrzucenia Krzysztofa do dołu z szambem. Mówił, że tak szybko umrze