: W ostatnich latach byliśmy świadkami intensywnej kampanii skierowanej przeciwko niektórym grupom zawodowym. Także lekarzom. Wystarczy wspomnieć sprawę doktora G. czy
nagłaśniane afery korupcyjne na styku lekarze - branża farmaceutyczna. Biorąc pod uwagę intensywność tych ataków, i tak udało się lekarzom wyjść obronną ręką, bo mimo spadków w
sondażach nadal plasują się w zdecydowanej czołówce rankingu i to zarówno pod względem szacunku do zawodu, jak i pożyteczności. Niemniej ludzie uświadomili sobie, że to trudna, często
niewdzięczna i niezbyt dobrze płatna praca. Dlatego ambicją rodzica przestaje być posiadanie w rodzinie lekarza. Podobnie jak nauczyciela, choć i ten nadal cieszy się dużym szacunkiem.
Nauczyciele sami są temu winni. Ich akcje strajkowe, w których domagają się podwyżek, przywilejów socjalnych czy emerytalnych budzą niechęć grup zawodowych, które nie mają tak wielu dni
wolnych od pracy, a w swoim mniemaniu pracują znacznie ciężej. Poza tym okazuje się, że nauczyciele wcale nie są najlepiej wykształconą, najlepiej przygotowaną do swojego zawodu grupą
zawodową. Poziom umiejętności przeciętnego nauczyciela jest bardzo zróżnicowany. Inna rzecz, że o wiele częściej opisuje się przypadki złych nauczycieli niż dobrych. Podobnie jak złych
przedsiębiorców.
Wiąże się to z urealnieniem obrazu biznesmena, który przestał być synonimem bogactwa i dobrobytu. Teraz mamy kilka milionów przedsiębiorców. Są wśród nich prezesi i członkowie zarządów
wielkich i bogatych spółek, ale są i tacy, którzy prowadzą mniejszą lub większą działalność gospodarczą. To dwie różne grupy znajdujące się na zupełnie innym poziomie zamożności.
Przestaliśmy też myśleć o biznesmenie jako oszuście. Jeszcze kilka lat temu 86 proc. Polaków uznawała go za "przewalacza", czyli kogoś, kto kombinuje, wyłudza, bogaci się
kosztem innych, a nie kogoś, kto tworzy stanowiska pracy albo wytwarza jakieś dobra. Potwierdzają to badania, z których wynika, że przedsiębiorca cieszy się dziś odrobinę większym
szacunkiem i uznawany jest za pożyteczniejszego niż 12 lat temu. Inaczej też postrzegamy działalność charytatywną biznesu. Do niedawna traktowaliśmy ją z paranoiczną wręcz nieufnością.
Przedsiębiorcy wiedzieli, że cokolwiek zrobią, zostaną posądzeni, że chcą coś ukryć albo wykorzystać działalność charytatywną do budowania wizerunku. Dziś już trak nie jest.
Rodzic myśli sobie, skoro nie biznesmen, bo to ciężki kawałek chleba, to chociaż polityk. Ta profesja oznacza więcej możliwości, niekoniecznie uczciwych, i lekką pracę. No i całkiem spore
dochody. A że polityk cieszy się trzykrotnie mniejszym szacunkiem niż 12 lat temu, że nie ufamy mu za grosz - trudno, można to przeboleć.
I dziennikarza. Ranga zawodu dziennikarza w oczach społeczeństwa jest zdecydowanie wyższa niż w wielu zachodnich krajach. I to mimo tabloidyzacji mediów czy posądzeń, że redakcje służą
raczej jakimś ośrodkom władzy czy biznesu niż prawdzie. Wśród zawodów zaufania społecznego czy zawodów użytecznych dziennikarz konsekwentnie plasuje się na wysokiej pozycji.
Proszę zwrócić uwagę, że nie było żadnej kampanii medialnej, politycznej, populistycznej, która by zaatakowała inżynierów. W odróżnieniu od humanistów nie dadzą się wpasować w
etykietę "elity". Z jednej strony inżynier to człowiek wykształcony, więc inteligent, ale z drugiej strony...
Właśnie. Taki inżynier po inżyniersku, konkretnie zajmuje się wymiernymi rzeczami. Nie jest może spektakularnie doceniany, ale robi swoje. I ludzie zaczynają to dostrzegać. Darzą go zarówno
większym szacunkiem, jak i uznają jego pracę za pożyteczną. Sukcesywnie rośnie także jego pensja i satysfakcja z pracy.
To można łatwo wytłumaczyć. W policji powołano specjalny zespół, który dba o profesjonalizm policji jako pracodawcy. I choć policja narzeka na liczne problemy kadrowe czy nie najwyższe
pensje, kładzie nacisk na wzrost satysfakcji z pracy i profesjonalizację zawodu policjanta.
Normalniejemy o tyle, o ile urealniamy stereotypy i uproszczenia.
*Jacek Santorski jest psychologiem biznesu
p
To już trzeci odcinek cyklu, w którym DZIENNIK porównuje współczesnych Polaków do tych sprzed lat. Sondaże, które pozwalają zobaczyć przemiany, przygotował dla DZIENNIKA TNS OBOP. Z
okazji 50-lecia swojego istnienia ta najstarsza pracownia badania opinii w kraju powtórzyła kilka swoich sondaży, zadając ankietowanym te same pytania, co 20, 30, czy 40 lat temu.
Dwa tygodnie temu DZIENNIK opublikował sondaż z 1960 r., w którym Polacy odpowiadali, jak spędzają wolny czas. Porównanie z najnowszym badaniem doprowadziło do zaskakujących wniosków - po
pierwsze dziś pracujemy znacznie mniej niż w latach 60., po drugie - nie wiemy, co zrobić z wolnym czasem. I to mimo że mamy do dyspozycji więcej rozrywek niż w przaśnych czasach PRL.
>>>Przeczytaj, jakie były wyniki sondażu
Tydzień temu badanie poświęcone młodzieży pokazało z kolei, że dzisiaj dorośli mają lepsze zdanie o młodzieży niż 10 lat temu. Młodzi nie odwdzięczają się jednak starszym tym samym i bezceremonialnie przyznają, że dorośli nie są dla nich wzorem do naśladowania.
>>>Polska młodzież nie jest taka zła?
Teraz DZIENNIK porównuje wyobrażenia Polaków o prestiżowej pracy. Ankieterzy zadali im to samo pytanie, co 12 lat temu: jakiej przyszłości chciałbyś dla swojego dziecka?
Za tydzień sprawdzi, jak zmienił się nasz stosunek do palenia papierosów.