To prawda. Kiedy kilkanaście lat temu zaczynałam pracę we Francji, lekarze mieli tam podobne podejście do leczenia bólu, jakie jest dziś w Polsce. Światowa
Organizacja Zdrowia wypracowała standardy dotyczące leczenia bólu, a Francja postanowiła je zrealizować. Na początku w szpitalu wszyscy dostaliśmy ulotki z dokładnymi zaleceniami, jakie
środki przeciwbólowe mamy podawać, kiedy i w jaki sposób. Przez kilka tygodni nosiliśmy je w kieszeniach, ale z czasem nauczyliśmy się pewne rzeczy robić automatycznie. Przede wszystkim
podawaliśmy środki przeciwbólowe, zanim pojawił się ból, np. pod koniec operacji aplikowaliśmy słaby środek uśmierzający typu paracetamol, tak aby pacjent po wybudzeniu się z narkozy
miał poczucie komfortu. Mieliśmy też konkretne procedury na wypadek zgłaszania przez pacjenta bólu, np. znieczulenie regionalne. Powoli wszyscy zaczęli je stosować, a pielęgniarki szybko
nauczyły się bez przypominania lekarzy leczyć ból pacjentów.
Zawsze nosiliśmy przy sobie specjalną miarkę do mierzenia bólu i kilka razy dziennie prosiliśmy pacjentów, by określali poziom odczuwanego bólu. Dla mnie taki pomiar stał się wkrótce
nawykiem. Robię to samo w Polsce, podobnie jak pielęgniarki, które ze mną współpracują. To banalna czynność, która bardzo ułatwia zlecanie środków przeciwbólowych. Ale wielu lekarzy
nadal nie jest przekonanych do tej metody albo jej nie zna. Tym bardziej że często bardziej ufają własnemu doświadczeniu niż opiniom chorych. A przecież nie ma bardziej miarodajnej informacji
niż to, co mówi sam pacjent. Nauczyły mnie tego lata praktyki. To ma jednak związek z podejściem do pacjenta, którego w Polsce traktuje się troszkę inaczej niż we Francji. Podam prosty
przykład: we Francji lekarz zawsze przedstawia się pacjentowi i podaje mu rękę. W Polsce nikt nie myślał o tym, że pacjent czułby się może lepiej, gdyby wiedział, z kim ma do czynienia. To
nie jest brak dobrej woli lekarzy, tylko stare przyzwyczajenia. Kiedy ja to robię, inni polscy lekarze patrzą na mnie z pozytywnym zaskoczeniem, ale trudno im samym przełamać stare obyczaje.
Kampanie nadal trwają, włączyli się do nich także politycy. W ich wyniku w szpitalach leczenie bólu stało się odrębną kwestią. Po zakończeniu kuracji każdy pacjent w ankiecie ocenia
szpitalną opiekę, a w osobnej rubryce - leczenie bólu. Jeżeli ktoś jest niezadowolony, wówczas wyciągane są konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych. Pielęgniarze i lekarze szybko nauczyli
się, jak sprawnie leczyć ból. Oczywiście mieliśmy też cały czas szkolenia. Ale również, co wbrew pozorom jest bardzo ważne, przeprowadzono dużą kampanię medialną uświadamiającą
samych pacjentów, że mają prawo domagać się leczenia bólu. Tymczasem w Polsce ludzie bardzo często uważają, że ból po operacji to norma i nawet powinno coś boleć. A to nieprawda! Tym
bardziej że ból wpływa na wiele innych czynności - pacjent dużo wolniej wraca do zdrowia, gorzej oddycha i trudniej reaguje na leki.
Ja sama zmieniłam podejście do problemu, gdy z silnymi bólami brzucha trafiłam na stół operacyjny. To doświadczenie przewartościowało moje podejście do leczenia bólu, bo zrozumiałam, co
czuje pacjent. Przebywałam wśród kolegów, miałam świetną opiekę, ale i tak było mi bardzo ciężko. Najbardziej brakowało mi właśnie tego, żeby ktoś kontrolował, czy odczuwam ból.
Dostałam odpowiednie zlecenie i pielęgniarki je realizowały. Jednak dawki, które dostawałam, były niewystarczające. Gdyby nie to, że miałam koleżankę lekarkę, nie byłabym w stanie tak
szybko doprosić się lekarstwa. Lekarz, który wystawił pierwsze zlecenie, nawet się nie zainteresował, czy leki działają. A przecież każdy odbiera ból indywidualnie i dlatego wciąż trzeba
kontrolować jego poziom i zmieniać dawki. To pokazuje, że pomimo tak dobrze rozwiniętego systemu leczenia bólu nadal trzeba nad nim pracować i ulepszać.
Czasem wynika to z przeszkód finansowych, czasem mentalnościowych. Ostatnio pojawił się u nas bezpieczny i wygodny środek: paracetamol dożylny, który można podawać pacjentom niemogącym
połknąć leku przez kroplówkę. Ale jeden flakonik kosztuje około 10 zł, więc ograniczono jego stosowanie. Zastąpiono go innymi tańszymi środkami, których zaletą jest niższa cena, to
jednak są mniej uniwersalne w leczeniu bólu i nie wszystkim i nie zawsze mogą być podawane. Innym problemem jest także brak odpowiednich szkoleń. We Francji ciągle się uczyłam, co można
jeszcze poprawić w kwestii leczenia bólu. W Polsce, nawet jeśli jest jakieś szkolenie, to często są czysto teoretyczne i często trudno je wprowadzać w życie. Jednym z przykładów jest to,
że nikt nie uczy lekarzy, jak stosować nowo wprowadzane środki. Kolejna różnica: we Francji leczeniem bólu zajmują się anestezjolodzy. W Polsce po operacji środki przeciwbólowe przepisuje
chirurg, który nie specjalizuje się akurat w leczeniu bólu. Wiele osób powinno uświadomić sobie, że każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, gdy będzie całkowicie uzależniony od
decyzji lekarza czy pielęgniarki. Co będzie czuł, jeżeli jego ból nie będzie odpowiednio leczony?
*Agnieszka Skowrońska, anestezjolog, pracowała kilkanaście lat we Francji, od kilku lat pracuje w Polsce