Dziennik Gazeta Prawana logo

Prokurator chce przesłuchać Zientarskiego

22 stycznia 2009, 09:51
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Macieja Zientarskiego, znanego dziennikarza motoryzacyjnego, który rok temu rozbił się w sportowym ferrari czeka kolejna tura badań przez biegłych sądowych. Jeśli uznają oni, że wrócił do zdrowia, prokurator przedstawi mu zarzut spowodowania wypadku, w którym zginął człowiek.

Już od lipca ubiegłego roku Według śledczych to on prowadził samochód. , dziennikarz motoryzacyjny „Superexpressu”.

Zientarski cudem przeżył, ale został bardzo ciężko ranny. W tej chwili . Według biegłych psychiatrów i neurologów, którzy badali go we wrześniu, dziennikarz po urazach głowy stracił pamięć i przesłuchanie było wtedy wykluczone. Zastrzegli jednak, że badania po trzech miesiącach trzeba powtórzyć.

"I to właśnie robimy. Od decyzji biegłych zależy, czy dojdzie do ogłoszenia podejrzanemu zarzutów. A w zależności od jego wyjaśnień podejmiemy dalsze kroki" - mówi DZIENNIKOWI Katarzyna Dobrzańska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.

Zientarski może się przyznać, może też odmówić wyjaśnień lub złożyć własne wnioski dowodowe, np. kontrekspertyzę dotyczącą przebiegu wypadku. .

mówi DZIENNIKOWI, że syn cały czas przechodzi rekonwalescencję. Im lepszy jest jednak stan młodego dziennikarza tym bliższy jest dzień wezwania do prokuratury. "Nie będę myślał co będzie. Co będzie dalej? Nie wiem. Nie mam nic do powiedzenia" - mówi nam Włodzimierz Zientarski.

prowadzone - według świadków - przez Zientarskiego . Samochód wypadł z drogi podrzucony przez poprzeczny garb - w tym miejscu drogowcy postawili znak ograniczenia prędkości do 50 km/h. Jednak ferrari nie pędziło 300 km/h, jak spekulowała prasa. Z ekspertyzy biegłych wynika, że jechało najwyżej 150 km/h a przed uderzeniem wyhamowało do mniej niż 100 km/h.

O potwornych skutkach wypadku przesądził fakt, że auto zderzyło się z twardym betonem, a nie innym samochodem. Biegli wskazali, że kierował raczej Zientarski, chociaż nie przesądzili tego kategorycznie. ale do jego znajomego, finansisty, z którym mieli razem organizować motoryzacyjne wydarzenia dla biznesmenów. Auto kupiono dwa dni przed wypadkiem. Nie miało jeszcze ani ubezpieczenia AC ani nie było przerejestrowane.

p


Rozmowa z Jerzym Pobochą, psychiatrą sądowym


JERZY POBOCHA: Wszystko zależy od indywidualnego przypadku, ale dość często się tak zdarza. Ludziom się wydaje, że jak ktoś stanął na nogi, to od razu jest w pełni sił, a jego sprawność jest stuprocentowa. Tymczasem zdarza się, że mózg potrzebuje nawet ponad roku, aby się zregenerować i wrócić na właściwy tor.


Znam taki przykład ze Szczecina, gdzie bandyci wpadli do pubu, zastrzelili dwóch ludzi, a kolejne dwie osoby z personelu postrzelili w głowę. Jednak udało się je uratować, mało tego, po tak poważnych uszkodzeniach mózgu ranni mogli zeznawać przed sądem pamiętając wszystko, co się wydarzyło na miejscu zbrodni.


Są pewne sposoby - podawane są specjalne leki, w USA popularna jest hipnoza. Historia pokazywała, że nawet usunięcie dużego fragmentu mózgu nie musi wpłynąć negatywnie na pamięć.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj