Grzegorz Korytowski, którego nazwisko pojawia się w sprawie uprowadzenia i zamordowania Krzysztofa Olewnika, nie jest już członkiem SLD. Tak zdecydowali jego partyjni towarzysze, ale dopiero
po ujawnieniu przez media, że wkrótce usłyszy prokuratorskie zarzuty. Tymczasem, jak dowiedział się DZIENNIK, postawienie mu zarzutów nie jest żadnym przełomem. Już trzy lata temu taki krok
planowała prokuratura. To znak, że śledztwo wyjaśniające kulisy bulwersującej zbrodni stoi od dawna w miejscu.
"Postawienie zarzutu wyłudzenia przez tego pana 160 tys. zł od rodziny Olewników za obietnicę pomocy odnalezienie ich syna rozważaliśmy na początku 2007 r." - przyznaje
ówczesny szef prokuratury krajowej Janusz Kaczmarek.
Równie źle jest w innych sprawach związanych z tym tajemniczym uprowadzeniem i morderstwem. Śledczy ani o milimetr nie są bliżej wyjaśnienia, czy na seryjnie popełniających samobójstwa
morderców ktokolwiek naciskał. Rodzina Olewników podejrzewa, że może być to ten sam krąg polityków i funkcjonariuszy służb specjalnych, który stał za porwaniem ich syna, aby przejąć
mięsne imperium. Teraz ci sami ludzie mieliby nakłaniać szantażem skazanych porywaczy do samobójstw, aby pozbyć się niewygodnych świadków. "Pracujemy nad tym wątkiem, ale szybkiego
sukcesu nie należy się spodziewać" - wyjaśnia nasz rozmówca z Prokuratury Krajowej.
Tymczasem w miniony piątek informację o stanie śledztwa przedstawiał w Sejmie pełniący obowiązki prokuratora krajowego Jerzy Szymański. Według informacji DZIENNIKA to on przed pięciu laty
nadzorował nikłe postępy w śledztwie. "Mogę być kolejną ofiarą tej sprawy, ale naprawdę nie mam sobie nic do zarzucenia w tej sprawie. Miałem jedynie dwa kontakty z nią w 2004 r.
i to wtedy, gdy warszawskim prokuratorom udało się wpaść na właściwy trop wiodący do Sławomira Kościuka" - tłumaczył nam wczoraj.
Przypomnijmy, że Robert Pazik jest trzecim z morderców, którzy odebrali sobie życie za kratkami. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu samobójstwo popełnił Władysław Franiewski, który
wymyślił plan porwania młodego biznesmena. Następny był Sławomir Kościuk, który odebrał sobie życie po tym, jak usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Dotąd pięć różnych grup
prokuratorów i policjantów próbowało rzucić światło na wszystkie tajemnice związane z porwaniem młodego biznesmena. Został on uprowadzony w 2001 r. ze swojego domu w Drobinie i zamordowany
po niemal dwóch latach niewoli. Stało się tak, mimo że porywacze otrzymali okup w wysokości 300 tys. euro. Wyroki usłyszało dziewięciu bandytów.
p
To ewidentny przykład prywatyzacji życia politycznego. Dymisja ministra Ćwiąkalskiego pokazała jak bardzo polityka stała sie podatna
na emocje opinii publicznej. Przecież sprawa Olewnika ani zaczęła się, ani nie została ujawniona za urzędowania tego ministra. Samobójstwa skazanych w niej też zaczęły się wcześniej,
jeszcze za ministra Ziobry. I wcześniej nikt nie zapłacił za nią tak jak Ćwiąkalski. Ale to teraz taka zdecydowana dymisja mogła być PR-owo dobra dla rządu i dlatego do niej doszło.
Odwrotnie. To objaw tego, że chcą pokazać opinii publicznej, że tak właśnie postępują. Takimi nagłymi, "zdecydowanymi" działaniami chcą udowadniać, że dbają o przejrzystość władzy. A przecież - nie umniejszając cierpienia ani samego Olewnika, ani jego rodziny - to jest sprawa lokalna.
Ja jestem obywatelem tego państwa od 67 lat i liczę, że jeszcze trochę nim będę. Głęboko wierzę w to, że to nie sam system odpowiada za takie sytuacje tylko zaniedbania poszczególnych
ludzi. Jestem przekonany, że nawet jak już powstanie na komisja śledcza ds. Olewnika, to udowodni tylko tyle, że jeden lub drugi funkcjonariusz policji, czy prokuratury zamiast się starać,
wolał wcześniej wyjść do domu, czy pójść na piwo z kolegami.