Dziennik Gazeta Prawana logo

Nauczyciel zapędzony do oślej ławki

4 marca 2009, 20:23
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polscy nauczyciele to ofiary powszechnego w szkołach mobbingu. Jedna trzecia zgłoszeń na ogólnopolski telefon zaufania dla nauczycieli to prośby o pomoc właśnie w tego typu problemach. - Są zastraszani, szykanowani - mówi koordynatorka telefonu zaufania Marta Ziemska.

Skargi nauczycieli, którzy dzwonią na ogólnopolską Infolinię dla Wychowawcy, brzmią dramatycznie. Marta Ziemska opisuje presję, jakiej poddawani są mobbingowani nauczyciele.
Jeden ze sposobów dręczenia to izolacja - opowiada. Takiego nauczyciela traktuje się w szkole jak powietrze. Kiedy wchodzi do pokoju nauczycielskiego, rozmowy milkną. Nikt nie liczy się z jego zdaniem. Dyrektor próbuje wpływać na oceny, jakie wystawia uczniom.

Przemocy tego typu doświadczyła Justyna, nauczycielka języka polskiego z zachodniej Polski.
Kiedy po studiach trafiłam do podstawówki w małym miasteczku, byłam pełna pasji. W ciągu kilku miesięcy zamieniła się ona w paniczny strach przed pójściem do pracy - opowiada. Dyrektorka od początku nie darzyła mnie sympatią. Z pokorą przyjmowałam dodatkowe obowiązki, jakie mi zlecała, od robienia szkolnych gazetek po kserowanie dla niej materiałów. Jednak zaczęła posuwać się coraz dalej. Obrażała mnie przy innych nauczycielach, nazywała głupią gęsią. Kiedy chciałam poradzić się w sprawie agresywnego ucznia, fukała z pogardą, że powinnam odejść z zawodu, skoro nie umiem sobie sama radzić. Chciałam odejść - tłumaczy.

Postanowiła jednak spróbować jeszcze raz i po roku zmieniła szkołę. Dziś wiem, że problem nie leżał w mojej niekompetencji - mówi.

Historia Justyny nie jest odosobniona. Na forach nauczycielskich bez trudu można znaleźć bezradnych pedagogów proszących o radę. Jak radzić sobie z mobbingiem? - pytają. Opowiadają o szykanach, jakie stosują dyrektorzy. Stałam się w szkole persona non grata. Na szkolnych apelach dyrektorka wymieniała sukcesy uczniów innych nauczycieli, moich pomijając
- pisze jedna z nauczycielek. Takie opowieści można mnożyć.

Ofiary to młodzi, ambitni nauczyciele albo ci tuż przed emeryturą. Łatwo ich zastraszyć, bo boją się zwolnienia - mówi Marta Ziemska. Mobberami są głównie dyrektorzy, jednak nie tylko oni. Dręczą też inni nauczyciele, chcąc stłamsić ambicję kolegów. Przemoc i szykanowanie zazwyczaj trwa latami, a ofiary nie wiedzą, do kogo zwrócić się po pomoc. Oskarżeń o mobbing próżno szukać wśród skarg wpływających do kuratoriów oświaty.

Poddawani mobbingowi nauczyciele z powodu nieustannego stresu podupadają na zdrowiu, czują wstyd, lęk, rozpacz. Obniża się ich samoocena, mają trudności w nawiązywaniu kontaktów. Jednak sprawa jest o tyle poważna, że mobbing to nie tylko problem nauczycieli. Wpływa negatywnie także na relacje z uczniami - mówi Iwona Ryckowska z Kuratorium Oświaty w Szczecinie, która w szkołach przepracowała 20 lat. Nie wyobrażam sobie, jak może funkcjonować szkoła, w której panują niezdrowe relacje. Jeśli nauczyciel nie ma oparcia w zespole, to prędzej czy później przełoży się to na jakość jego nauczania - dodaje.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale w jakimś sensie szkoła ma trochę rys totalitarny. Tu jest z góry ustalona hierarchia, jest dyrekcja, są nauczyciele starsi, młodsi, jest kasta woźnych. Tu łatwo o niezdrowe układy, szczególnie w mniejszych środowiskach. Jeśli dyrektor nie potrafi mądrze zarządzać takim zespołem, łatwo może zamienić się w tyrana.


Nie i nie sądzę, żeby ktokolwiek z takim problemem zwracał się do psychologa szkolnego. W tym cały szkopuł, że jeśli w szkole jest niezdrowa atmosfera, jeśli jakiś nauczyciel jest poniżany czy dręczony, to nie zwróci się po pomoc do psychologa, bo traktuje go jak pracownika szkoły. Do mnie przychodzą uczniowie i rodzice. Nauczyciele też, ale raczej w sprawach uczniów sprawiających problemy. Ja jestem dla nich koleżanką z pracy, trudno takiej osobie zwierzyć się z osobistych problemów, tym bardziej, jeśli dotyczą one relacji z dyrekcją. Być może dlatego dzwonią na telefon zaufania, gdzie są zupełnie anonimowi.


Moim zdaniem problem leży już w przygotowaniu nauczycieli na studiach. Oni są świetni merytorycznie, są wspaniałymi fachowcami w swoich dziedzinach. Niestety to pracownicy zupełnie nieprzygotowani wychowawczo. Nie potrafią radzić sobie ze stresem, z agresją uczniów czy właśnie innych nauczycieli, nie są nauczeni asertywności. Dobre przygotowanie młodych pedagogów do stresującej pracy w szkole powinno być podstawą ich edukacji.

*Gracjana Węgorska, psycholog szkolny z Warszawy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj