Dominikanie z wrocławskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach potwierdzają: docierają do nich niepokojące sygnały na temat Koinonii Jan Chrzciciel.
„Jako osoba nieuleczalnie chora doznawałam we wspólnocie nieustannej presji. Bo według obowiązującej nauki dobry chrześcijanin nie choruje. ” – w ten sposób działanie wspólnoty opisuje kobieta, która przed laty z niej odeszła.
Takich świadectw jest w internecie wiele. Dominikanie zajmujący się nowymi ruchami religijnymi i sektami regularnie otrzymują zapytania w sprawie Koinonii.
W Warszawie spotkanie Koinonii odbywa się raz w miesiącu w parafii Zwiastowania Pańskiego, choć na stronie internetowej wspólnoty próżno szukać tej informacji. Trzeba napisać list do jej liderów i czekać na zaproszenie.
"Koinonia Jan Chrzciciel? Pierwsze słyszę!" - dziwi ks. Henryk Małecki z wydziału duszpasterskiego archidiecezji. A ksiądz Piotr Łapa z parafii Zwiastowania Pańskiego przyznaje, że choć oficjalnie jest opiekunem wspólnoty, jednak nigdy nie dostał od niej zaproszenia na spotkanie.
W spotkaniu warszawskiej Koinonii uczestniczy kilkadziesiąt osób, w większości młodych. Punkt kulminacyjny to wspólna, głośna modlitwa. Emocje sięgają zenitu, gdy jedna z uczestniczek wzywa do wystąpienia wszystkich, którzy mają dar prorokowania. Na środek sali wychodzi młody mężczyzna i dzieli się z innymi obrazem, jaki przed chwilą zobaczył: łódź na morzu, w niej ludzie ze wspólnoty rzucający koła ratunkowe tym, którzy są za burtą. "To oznacza, że Bóg chce nas widzieć na międzynarodowym kongresie Koinonii" - sam interpretuje wizję.
Aby zostać członkiem Koinonii i mieć tzw. wspólnotę rodzinną, która spotyka się obowiązkowo raz w tygodniu w prywatnym domu, trzeba sympatyzować z grupą około roku. "To stwarza ogromne pole do manipulacji. Takie niedoprecyzowanie zasad jest bardzo niebezpieczne" - podkreśla o. Franc.
Ksiądz Robert Hetzyg, którego szefowa polskiej Koinonii Iwona Sułek wyznaczyła do rozmów z dziennikarzami, bagatelizuje: "Deklaracje są jedynie wyrazem woli członków, nie mają żadnych skutków prawnych ani dla podpisujących, ani dla przyjmujących. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, ilu członków liczy wspólnota w Polsce.
Koinonia Jan Chrzciciel jest w naszym kraju od lat 90., jednak do tej pory nie udało się jej uzyskać zgody na działanie w ramach Kościoła katolickiego. "Siedem lat temu zwrócili się do nas z taką prośbą, ale arcybiskup Józef Życiński im odmówił" - mówi ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik archidiecezji lubelskiej.
Grupa znalazła też inne wyjście: rejestruje świeckie stowarzyszenia. To konieczne m.in. po to, by móc legalnie dysponować majątkiem. I - jak twierdzą - sumiennie przestrzegają tej zasady.