Z nieoficjalnych informacji wynika, że . U dziecka wystąpiły , z którymi Jessica ma problemy od urodzenia. W dodatku ośmiolatka cierpi na , ma i jest .
>>> Ciężki przypadek świńskiej grypy w Polsce
Specjaliści ze przyznają, że jej leczenie jest bardzo trudne. Walcząc antybiotykami z bakteriami, które zaatakowały płuca dziewczynki, , co z kolei ułatwia rozprzestrzenianie się wirusowi A/H1N1. Mimo to lekarze wybrali mniejsze zło i podają dziecku lek. "Mają nadzieję, że z wirusem organizm poradzi sobie sam, jednak na razie tak się nie dzieje. Do tego dochodzi niewydolność nerek, która sprawia, że bardzo ostrożnie trzeba dobierać dawki leków. Chodzi o to, by ich za bardzo nie obciążyć" - opowiada nam pracownik szpitala przy Niekłańskiej, który zna przebieg terapii.
Aby terapia była bardziej skuteczna, lekarze wywołali u dziewczynki . Zostanie z niej wybudzona dopiero wtedy, gdy będzie mogła swobodnie oddychać. "Zrobiliśmy wszystko co tylko możliwe, aby uratować jej życie. Teraz decydujące znaczenie będzie miało to, czy organizm Jessiki okaże się na tyle silny, by zwalczyć chorobę" - mówi Magdalena Tenczyńska, rzecznik szpitala przy Niekłańskiej.
>>> WHO: Świńskiej grypy nie da się zatrzymać
Choroba dziewczynki to . "Kiedy ją przywieźli, wszyscy mówili tylko o niej" - twierdzi 15-letni Łukasz Skarżewski z oddziału chirurgicznego. Rodzice dzieci nie kryli . "Co prawda lekarze uspokajają, że nie ma możliwości, by inni pacjenci zarazili się, ale wciąż trochę się tego obawiam" - mówi Bożena Walotek, matka dziewięcioletniej dziewczynki, która ze złamaną nogą leży na chirurgii.
We wtorek w Warszawie miał się pojawić ojciec Jessiki na stałe mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Do Polski przyleciała 26 czerwca z Atlanty. W podróży towarzyszyli jej 14-letni brat i babcia. To ona zawiozła wnuczkę do szpitala, gdy zachorowała po sześciu dniach pobytu w Warszawie.
Ośmiolatka leży w . Dzieckiem 24 godziny na dobę opiekuje się sztab lekarzy i pielęgniarek. Do pokoju, w którym leży, wchodzą jedynie w specjalnych strojach i maskach na twarzach. Nie zbliżają się też do innych pacjentów, by uchronić ich przed zarażeniem.
>>> Pierwsza ofiara świńskiej grypy w Europie
Na razie środki ostrożności odnoszą skutek - . Bezpieczni są jej bliscy i pasażerowie samolotu, którym przyleciała do Polski. Jak twierdzą epidemiolodzy, po tak długim czasie nie ma już zagrożenia, by rozwinęła się u nich infekcja.
W Polsce odnotowano dotąd . Ostatnie dwa we wtorek. To 21-letnia mieszkanka Częstochowy i jej trzyletnia córka. Obie przebywają na oddziale zakaźnym miejscowego szpitala. Ich stan jest dobry. Jak ustalili lekarze, zarówno kobieta, jak i dziecko mieli kontakt z chorymi na tę odmianę grypy osobami, które przyleciały do Polski w końcu czerwca z Toronto.
p
DANIELA DWORNIAK*: To prawda, że wirus nie jest szczególnie groźny, tym bardziej że lato w przeciwieństwie do wiosny i jesieni nie jest okresem, w którym dochodzi do wielu zachorowań. W
przypadku tej dziewczynki problemem jest inna choroba, której nazwy nie można ujawnić z powodu obowiązującej lekarzy tajemnicy. To dlatego ośmiolatka ma obniżoną odporność i w ciężkim
stanie trafiła na oddział intensywnej terapii. Jej organizm nie broni się przed atakiem wirusa, a on się bardzo szybko namnaża, powodując pogarszanie się stanu zdrowia. Dodatkowo dziecko jest
chore na zapalenie płuc.
Można i lekarze na pewno je stosują. Jednak potrzeba czasu, by lek zaczął prawidłowo działać. Trwa to zazwyczaj kilka dni. Trzeba jeszcze poczekać. Dziewczynka jest w śpiączce i leży pod
respiratorem. Respirator, oddychając za nią, daje odpocząć jej płucom. W przypadku zapalenia płuc to dobre rozwiązanie, często stosowane podczas leczenia.
Nie, pasażerowie są zdrowi. Okres wylęgania się grypy to co najwyżej 10 dni. Dziecko przyleciało do Polski 26 czerwca. Skoro od tego czasu żaden z nich nie zachorował, to znaczy, że nic im
już nie grozi.
Nie. Lekarze i pielęgniarki stykający się z cierpiącymi na choroby zakaźne stosują maseczki przeciwwirusowe i odzież ochronną. Poza tym osoba, której układ immunologiczny działa normalnie,
nie ma się czego obawiać, bo jej organizm poradzi sobie z wirusem. Może spacerować wśród chorych na grypę i nic nie powinno jej się stać.
Szansa jest zawsze i nie można o tym zapominać. Lekarz zawsze zakłada, że wyleczy swojego pacjenta.
*prof. Daniela Dworniak, konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych z Łodzi